Moja dogra Zosieńko,
w żadnym razie do domu! Gdyby co, to pojechałabyś do Krynicy, która jest bardzo bliska; w każdym razie uwiadamiając mnie pierwej, nieprawdaż? Stracić tyle zachodów z przebyciem granicy, tyle kosztów ponieść na podróż po to, żeby wracać, kiedy tuż obok niemal jest miejsce, w którym prędzej czy później być musisz, to byłoby szaleństwo. Ostatecznie i do połowy września jeszcze się można w Krynicy - przy ciepłym ubraniu - leczyć. To - w ostateczności, gdyby zdrowie Twoje wymagało większego spokoju. Tymczasem rada: ze wszystkich uwag, które Lorze robić możesz bardzo słusznie - skwituj, a wybierz te tylko, które jej robić musisz. Tylko co do zaziębienia, wycieczek itp. Zresztą zostaw jej swobodę w takich rzeczach jak czytanie po ciemku np. Nie jest dzieckiem, żeby nie wiedziała, że się oczy od tego psują; a przynajmniej to jej ogólnemu zdrowiu nie szkodzi.
Ale nic mi nie piszesz, co płacicie za mieszkanie, a co za życie. A to przecież najciekawsze. Mówią o Zakopanem, że jest wcale niedrogie. Mnie podróż przeszła jako tako1. Jechałam 3 kl[asą] z masą różnych istot ludzkich. Między innymi jechała bona paryżanka, młoda dziewczyna, która była przez rok w żydowskim domu w Krakowie. Otóż z tęsknoty za krajem i z szycia na maszynie dostała suchot (pewno i z niewygód), więc jej zamiast 15 guld[enów] miesięcznie chcieli 10 dawać, jako niezdatnej do pracy. Ale d[okto]r kazał jej natychmiast do Francji wyjeżdżać. Otóż jechała teraz: postarzała, żółta, zgarbiona, a jako jedyną pamiątkę z Polski wiozła ze sobą klatkę z kanarkiem. Klatka zrobiona widocznie przez amatora, może jakiego biednego wielbiciela, prześliczna, jak średniowieczny zameczek z wieżyczkami, z gankami, złoceniami - a ptaszyna ot taki sobie, trochę mieszaniec. Wtem, kiedy się rozwidniło, zaczął śpiewać: Jeszcze Polska nie zginęła - Bartoszu, Bartoszu i inne narodowe pieśni. Właściwie gwizdał to wszystko, jak szpak. Ogromnie się zaczęto nad ptakiem unosić, dziewczyna wzięła go w ręce, zaczęła do twarzy przytulać, popłakała się, że to jedyny jej przyjaciel, wtem krzyknęła, ptak frr... i przez okno wyleciał. A pociąg poleciał dalej. - Tak mi było okropnie smutno patrzyć potem na nią i na tę pustą klatkę. Wreszcie i to maleństwo też na zgubę poszło, bo inne ptaki zadziobią. Jeszcześmy z tego nie ochłonęli, kiedy rewizja na austriackiej i galicyjskiej granicy, a raczej dezynfekcja, że w Krakowie cholera, czy tam w całej Galicji. Zapowietrzyli karbolem wagon tak, że oddychać było trudno. Kiedy to minęło, traf, przychodzi żandarm i rozdaje podróżnym kartki, na których każdy ma pisać, skąd i gdzie jedzie. Pytamy się: na co, po co - nie wiem - zupełnie po moskiewsku. Tu dopiero okazało się, że to dalszy ciąg ostrożności cholerycznych. Jeszczem nie przyjechała do Laksenburga, kiedy tu już była wiadomość z Wiednia, żem była w Krakowie. Musiałam tedy przyjąć wizytę lekarza zaraz po przyjeździe. Z pieniędzy pożyczonych od Was jeszcze mam 4 guld[eny]. Swoje mieć będę dopiero około 6 sierpnia i wtedy Wam odeślę. Wtedy i materię kupię.
[dopisek na lewym i górnym marginesie pierwszej strony:]
Całuję Cię serdecznie, droga Zośko! Lecz się, jak możesz, starannie. Czy droga woda ług[owa]? Czemu Lora nie pisała?
M.
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
W tej chwili list od Janka. Mają córeczkę, imię jej będzie Anna. Urodz[iła] się w dzień św. Anny. Zdrowi.