Droga Zośko! Dziękuję Ci, drogie dziecko, za Twój list! Czy ja chcę nowin od Ciebie? Choćbyś mi w każdym pisała to samo i tak się każdym cieszyć będę jako Twoim listem. Jakże? Czy wzięłaś Bolka na święta do domu? I jak on biedaczysko to przyjął? Napisz mi jak możesz obszernie o jego stanie i zdrowiu, a także o sobie. Jakże Ci tam idzie to zajęcie z rachunkami? Wiele cierpliwości trzeba, to pewne. Ale też ma Janek z Ciebie ogromną pomoc - i to nie tylko materialną, bo czując, żeś blisko pod jego dachem, pewno mu i w sercu milej i weselej. A to mnie ucieszył ten młyn w Brzezin[ach]! Widać ufają Jankowi ludziska, że coś przecie potrafi.
Zośko! Ja chcę z Tobą pomówić o naszym zobaczeniu się. Jest tak, że jednak niezupełnie pewna jestem, czy mogę bezpiecznie przyjechać, po tych obawach wyrażanych przez Stacha. To raz. Chodzi więc o to, czy można by jakoś wykombinować co i jak. Po wtóre: kiedy byłoby to najlepiej? Dla mnie wtedy, kiedy półrocze paszportu kończyć się będzie, bo najmniej stracę na tym. Wprawdzie - jeśliby o Arkadię chodziło - to tam teraz najładniej, ale mnie głównie chodzi o to, żeby się z Wami zobaczyć. Zjazd - gdzieś na miejscu neutralnym - byłby konieczny tylko w takim razie, gdyby na pewno nie było możliwym i bezpiecznym puszczać się do Was. W przeciwnym razie stokroć wolałabym przyjechać do Was na parę tygodni sama. Mniej kosztu dla Was, a zawsze dłużej mogłabym pobyć z Wami, niż w obcym miejscu. Ale to dopiero możliwe w jesieni - dla pewnych powodów: primo, tak jestem osłabiona, że ledwo nogi powłóczę - i w żaden żywy sposób tak dalekiej drogi odbyć bym nie mogła. Po wtóre - od Brukseli jestem tu 7 godzin do 8 drogi. A że między Niemcami zupełnie już przebywać nie można - i wobec coraz gorszego hakatyzmu - nie należy, więc - za Twoją radą idąc - pamiętasz? - kierujemy się ku Belgii. Paryż mnie nie pociąga specjalnie, przynajmniej teraz, kiedy Dulębianka z siostrą zerwały korespondencję i pogniewały się na dobre, a właśnie ona tam siedzi. Podobno ma jechać do Ameryki, jeśli to nie taka sama blaga, jak owa katedra psychologii w Paryżu, która w istocie była tylko propozycją kilku wykładów w prywatnej szkole i w szeregu wielu innych też niepłatnych, które tam na amatora miewają różni ludzie. Tymczasem do wykładów nie przyszło, nie wiem już dlaczego, i cały zły humor odbił się na Marii. Piszę to Ci tak w zaufaniu. Więc jeśli pojedzie do Ameryki - a wybiera się tam stale po każdej dekonfiturze2, to może wtedy i o Paryż zawadzimy. Teraz więc Bruksela. Pisała mi d[okto]r Stefanowska, przyrodniczka z Warszawy, która stale w Belgii mieszka, że czerwiec tam to najpiękniejsza wiosna dopiero. Więc się tym cieszę. I że tam miło żyć - pisze - bo taki spokój, cisza - i niezbyt drogo. Jak się zrobi bardzo gorąco, to może pojedziemy gdzie na brzeg morski, nie do kąpielowego jakiego miejsca, ale tak do jakiego miasteczka albo wsi - i tam będzie się Dulębianka kąpać w morzu. Takie są projekty na teraz i lato. A jesienią - ja przy- jadę do Was, a ona może się przez ten czas pogodzi z siostrą, a może nie, ale bardzo chce jechać do Paryża. Ma tam dużo koleżanek i grób matki - trochę jakoś zaniedbany dotąd. Tak, moja droga Zośko, projektujemy sobie, ale kto wie, jak to tam jeszcze wypadnie do tego czasu. Jedna rzecz pewna, że porzucamy wszelkie terytoria germańskie.
Z Ady Negri jeszcze na książkę całą mają przekładów moich, których nie puściła cenzura. Są z treści - najsilniejsze, prawie wszystkie socjalistyczne. To jest nie jako zasada i kierunek, ale jako obrazy nędzy, krzywd i poniewierki roboczego ludu. Chciały Natansony - jacy mądrzy!, żebym to we Lwowie niby ja wydała - także! Zamknęłabym też sobie najzupełniej powrót do kraju.
No, droga Zośko, ściskam Cię najserdeczniej! Bądźże mi tam zdrowa i silna! Moralnie - wiem, żeś silna - ale fizycznie?! Moje drogie dziecko...
M.K.
[dopisek na górnych marginesach pierwszej i czwartej strony:]
Pisze Dulębianka, że takie tam straszne upały, że nie do wytrzymania. Jakiego 8 czerwca przyjedzie tu, bo po drodze - i na Frankfurt pojedziemy razem.
[dopisek na lewym marginesie czwartej strony:]
Zatrzymamy się raz w Kolonii. Katedra skończona.