Drogie Bolki,
dziękuję Wam za Wasze serce. I mnie straszy myśl takiej przeprawy wśród ludzi obcych. Jednak nic jeszcze w tej chwili zdecydować nie mogę. Biorę ciągle hydrostes: jest to specyfik ogromnie zwężający wszelakie naczynia krwionośne, a zatem i lokalnie utrudniający krwotoki. Przepisywał mi to sławny Eichhorst w Zurychu, potem Bacinelli w Rzymie, potem d[okto]r Pestalozzi, też słynny ginekolog tutaj, a jeszcze, wypadkowo, w nagłym wypadku dla natychmiastowego poratowania mnie przyzwany w sierpniu pierwszy lepszy lekarz z ulicy. Jest więc rzeczą pewną, że środek ten jest powszechnie uznany jako skuteczny jeśli, naturalnie, inne jakieś komplikacje nie zachodzą. Z tych wszystkich lekarzy jeden tylko Pestalozzi zbadał mój stan naocznie i właśnie on to zadecydował potrzebę operacji, na chybi trafi z zupełną wątpliwością przepisując mi ów hydrostes i mówiąc, iż wątpi, żeby to pomogło radykalnie, ale operację przewlec może. Wtedy napisałam jeszcze do Warszawy do p[ani] Ciszkiewiczowej i otrzymałam od niej odpowiedź, że tak różne są przyczyny podobnych krwotoków, iż tylko po zbadaniu coś pewnego orzec można; że jednak na wszelki wypadek posyła mi receptę na środek wypróbowany, jeśli tylko samo rozszerzenie i zwątlenie naczyń jest ich powodem. Był to znowu ten sam hydrostes. Wątpliwości tedy nie ulega, że jeśli poza operacją jest jakiś inny ratunek dla mnie, to jestem przynajmniej na drodze właściwej kuracji i biorę środek jedyny, jaki by mi, prócz chirurga, mógł pomóc. Porcji przepisanej na czas dłuższy 20 kropel dziennie jeszcze nie wyżyłam [!]. Zamierzam po ukończeniu lekarstwa tego iść znowu do d[okto]ra Pestalozzi, aby mógł ocenić różnicę i wskazał mniej więcej czas, do jakiego operacja bez szkody odwlec by się mogła, jeśli już konieczną się okaże.
Jedno jest złe: Ciszkiewiczowa dodaje w liście, na co zresztą nikt z tych lekarzy nie zwrócił uwagi: środek ten źle działa u osób cierpiących na serce, gdyż i jego naczynia zwęża. Może to jest powodem częstych uderzeń do głowy, jakie cierpię, i wielkiego rozdrażnienia nerwowego. Pisze też Ciszkiewiczowa, że kąpiele morskie południowe są dobre, bo mnie wzmocnią. Ale tu już nikt się nie kąpie; zatoka genueńska ma wodę zimną, między skałami w cieniu zbitą i tylko od połowy lipca do końca sierpnia są tutaj kąpiele. Jeśli tedy operacja będzie do uniknięcia albo się odwlecze, to pojadę trochę dalej na południe, do Nicei może, bo tam kąpią się przez październik jeszcze. W najgorszym razie pewno, że pragnęłabym bardzo mieć Cię, droga Zośko, w tym złym przypadku przy sobie. Ale proszę Boga, żeby ode mnie odwrócił ten kielich, bo jeśli jest jaka wada sercowa, nie będą mogli mnie chloroformować; a widząc i czując wszystko, z samego wrażenia i strachu umrzeć można.
Tak się rozpisałam o tej smutnej sprawie szeroko, żebyście szczegółowo wiedzieli, jak i co jest; naturalnie wolę, żebyście tam o tym z obcymi nie mówili.
Co do Lory, to wprawdzie napisałam do Arcta list mający związek z tym, który Was tam pewno już doszedł, i gdzie proponuję rozkład na raty owej pożyczki 200 rubli. Ale jeśli ma to się odwlec tak daleko jeszcze, to rzecz prosta, iż wolę pożyczki tej nie zaciągać: odejmie mi to wiele kłopotu i nie będę potrzebowała szarpać ostatku sił, żeby się z tego wypłacić. A przy tym, gdyby operacja okazała się niezbędną, miałabym rekurs jakiś, jakieś źródło ratunku. Tymczasem albo pracując wolniej, mogłabym dla Lorki zarobić na pomoc jakąś na wiosnę; albo też gdybym w złym razie nie mogła, toby Lorka sprzedała fortepian. Dlatego się spieszyłam, bo w listach Lorka raz wraz pisze: żebyśmy tylko jaką taką pomoc mieli, moglibyśmy się już pobrać, i tylko jej Stach raz napisał, że chciałby przy tym popłacić długi, ale nie wiedziałam, jakie są one. Istotnie, wcześniej dane te pieniądze rozlazłyby się tylko na rzeczy, które by zniszczone były potem w połowie. Tak, to jest racja; tym bardziej, jeśli i Janek małżeństwo swoje odkłada. A zawszeć byłoby dobrze, żeby te rzeczy odbyć się mogły razem. Tak, moje drogie Bolki, nie pozostaje mi nic, jak czekać jeszcze decyzji doktora, a potem porozumieć się z Wami. Co do Lory, byłoby najlepiej, gdyby mogła dostać miejsce na wsi. W redakcji „Prawdy” skarżą się na brak nauczycielek, o które się dopytują ze wsi. Może tam zgłosić by się i porozumieć. Lorka i dla zdrowia dobrze by zrobiła, starając się o miejsce na wsi. Czy ona już wróciła ze wsi? Porozumiejcie się co do tej zmiany w sprawie z Arctem i doradźcie jej, a jeśli można, pomóżcie w otrzymaniu miejsca.
Ojcu dziękuję za jego list i dobre życzenia; z pewnością i ja pragnę szczerze, aby choć ta jedna sprawa wypadła pomyślnie i zapewniła ojcu przynajmniej kąt spokojny i nie pod obcym dachem. Janek dawno nie pisał do mnie; smuci mnie to, że źle wygląda: może nadto szarpie się pracą. Do Staśka napiszę osobno. W jego sprawie do Weyssenhoffa też zaraz napiszę.
Tymczasem całuję Was najserdeczniej, sercom Waszym ufam i czerpię z nich pociechę.
M.K.
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
Jeśli macie sposobność mieć „Bibl[ioteki] Warsz[awskiej]” numer wrześniowy, to przeczytacie może początek Pana Balcera w Brazylii. Może w czytelni naukowej. Mnie tu przysłali egzemplarz, ale go posyłam stryjowi. W sierpniowym też był mój: Fragment.
[dopisek na lewym marginesie ósmej strony:]
Z Arctem tedy nie potrzebujesz się widzieć, Zośko. Napiszę do niego.