Listy z Abacji

Do Zofii Królikowskiej
Abacja, 18.12.1895
Rps BUW nr 1425

Moje drogie dzieci!
Pisała mi Lora, ze Bolek był w Warszawie i radził się, i ze doktorzy nic grożącego mu chorobą nie odkryli. Może więc te bóle głowy istotnie tylko z braku wypoczynku i z pracy pochodzą; więc by trzeba tylko odpowiednio siły wzmacniać i może da Bóg, ze przejdzie samo. Przynajmniej przez zimę tak przebiedować, a na lato koniecznie, Bolek, urlop weź i z Zośką w góry pojedźcie. I Tobie, i Zośce bardzo się to przyda, a jak się da zrobić, to może i ja się z Wami w Zakopanem zjadę, albo gdzie.
Tu co dzień smutniej. Jest też to pora deszczowa i morze i niebo strasznie posępne, zachmurzone, chwilami zrywają się szalone fale, tak zwane „krótkie”, najgorsze, bo długości statki nie wyrównują, i tylko w bok, jak piłka, w statek biją, więc znieść go nie mogą na sobie, a przewrócić b[ardzo] łatwo. Aż strach brał patrzeć, jak walczyły te statki przez te wichury z morzem. Kominy prawie się na wodzie kładły.
Co do ludzi, to pusto, bo oczywiście w taką porę nikt nie przyjeżdża. Wałęsa się trochę postrojonych dam i kilka znudzonych figur po wybrzeżu - i to wszystko. Poznałam parę Polek i Polaka jednego, piszę o nich do Stasia1 ale to nie bardzo do towarzystwa; biedak Machwic ledwo się rusza, córka nim zajęta, a ta podolanka Różańska, po opowiedzeniu mi o wszystkich swoich 24 konkurentach, którym dała kosza, zdaje się, że wyczerpała zasoby swojej umysłowości. Ostatni dziś dzień jestem i śpię w willi Tomaśić. Bardzo tu się rozpanoszyła ta moskiewska rodzina i jej psy; takie krzyki i szczekanie, że chwili spokojnej nie ma - przy tym na górze jakiś muzykus z tutejszej orkiestry ćwiczy się ciągle na klarynecie. Rozpacz. Więc trochę dalej wyszukałam sobie pokoiczynę, już bez balkonu, prawda, ale będzie może przecież spokojniej. Tamta gospodyni też i jeść mi gotuje już od tygodnia, bo w restauracji dużo drożej. Prosta Szwabka, wabi się Johanna, i u niej to mieszkać będę od jutra w willi „Drazica”.
Jaka tam u Was zima? Jakie powietrze? I czy tez masz, Zośko, dobry, ciepły kaftan, a także ciepłe buciki? Zmiłuj się, za tymi lekcjami biegając, musisz koniecznie przynajmniej się pod tym względem ochraniać, żebyś do tego całego trudu zdrowia nie dokładała! Pamiętaj, Zosieńka, o tym, bo nawet nieduże zaniedbanie złego dużo narobić może. Ogromnie dawno już nie pisałaś i wcale nie wiem, jak się tam miewasz i czujesz. Napisz też, jak się tam stało z tym koszem z rzeczami. Zapomniałam położyć na nim i na kuferku z książkami litery K, jak Bolek chciał, ale przecie klucz posłany, to po kluczu pozna. Listy, Zosieńko, Twojej opiece polecam i książki, a rękopisy, zechcesz, to zachowaj sobie. Książki też, o tyle tylko, żeby się nie porozlatywała ta staroświecka, Ci polecam. Obawiam się, że będziecie mieli z tym dużo kłopotu, a mało korzyści. Ale ot, szkoda przecie tak zostawiać między ludźmi to, co się i swoim przyda.
Dulębianka dotąd w Dreźnie; ma zamówienia w Symferopolu na portrety i tam pojedzie może, przez Bukareszt, Jassy i Odessę. Pewno i mnie odwiedzi. Pani Anna [Wyczółkowska] jest w Londynie, który - jak pisze - przypomina jej Lwów i Kraków. Do Emilki pisałam niedawno; czy nie wiecie, jak ona tam z oczami? Podobno jej b[ardzo] niedobrze. Będzie musiała chyba uciułać trochę grosza i do Paryża do Gałęzowskiego jechać. On jej darmo rady udzieli. Wszak do niego z całego świata przyjeżdżają. Janek podobno się do francuszczyzny zabrał. A i o tym myśli, żeby jaką dzierżawę młyna brać na siebie. Ja mu odradzam, boć to wielkie ryzyko - a teraz przy tych przedwczesnych - powiedzieć można - obowiązkach, to się tak rzucać bez dobrej podstawy arcytrudno.

Pisz, droga Zośko, dużo i szczegółowo o wszystkim, bo mi tu bardzo smutno i tęskno. Może po Nowym Roku będę mogła posłać ojcu te pieniądze na wyrobienie paszportu.

[dopisek na górnym marginesie czwartej strony:]
Bądźcież mi zdrowi, i oby Wam się wiodło w Waszych sprawach.
M.K