Listy z roku 1910

Do Zofii Mickiewiczowej
Nicea, 28.01.1910
Rps BUW nr 1425

Droga Zośko! To biedne kwiateczki! Ale Ci zawsze jednak przypomniały o mnie. A tutaj można zupełnie zapomnieć, że są mrozy na świecie. Mieliśmy na przykład niedawno przez dni pięć z rzędu wicher afrykański, przez morze z Algieru dmący, przy 30, 32 i 36 stopniach ciepła, a raczej gorąca tak dusznego, że nie było czym oddychać. Po czym zaraz ogromny spadek temperatury, niebo chmurne; zgoła nieżyczliwe ludziom.
Ja w owe czasy nie wychodziłam z domu wcale, nie wolno mi było. Teraz, po dziesięciu dniach odpoczynku, druga seria zastrzykiwań arszenikowych. Bardzo to przykre, ale istotnie sił mi przyczynia. Tylko jeszcze ta zadyszka, od rana zwłaszcza... Ale wszystko furda, przy Twojej Teosi! Przecież Wy macie komedię co dnia w domu, bez biletu. Cóż dajesz „psiaczkiem, proszę pani”, jak nie zjadłszy krupów? To mi dowodzi, ze psy są rozpuszczone jak dziadowskie bicze i ze myślą tylko o jedzeniu, a nie o pilnowaniu domu.
Tu wczoraj zaczął się karnawał. To znaczy, ze Książę Karnawał przybył do swego dobrego miasta Nicei na dziesięć dni zapustnych. Wyjeżdża wieczorem, w czarodziejskim oświetleniu całej Nicei, na wozach strojnych, z muzyką, z orszakiem maskaradowych dziwotworów. Chodziła patrzeć na to Dulębianka. Ja - nie, bo mi wieczorem nie wolno, a zwłaszcza też w tłok taki, gdzie ze sto tysięcy ludzi wylega na ulicę. Przez ten czas kładłam pasjans, ten Brykczyńskiego. Na każde z Was dzieci osobno. Wypadł - świetnie. Donieścież mi zaraz, jakie przyjdą wieści z Paryża Was dotyczące. Ale! Przyjechała tu Maszkowska1. Obraz nędzy i rozpaczy. Wychudła, kaszląca, zzieleniała. Mieszka niedaleko nas, przychodzi do Dulęb[ianki] co drugi dzień, a Dulęb[ianka] do niej też. Aż mi jej żal, tak bardzo jest zmieniona. Czytacie jeszcze „Matin’a”? Ja - naturalnie także.
No, bywajcie mi zdrowi, moi drodzy i nie zapominajcie o mnie. Całuję Was oboje najserdeczniej i od Dulęb[ianki] pozdrowienia łączę. Pisz, droga Zośko!
M.K