Widzisz, widzisz, Zośka, jakaś Ty niedobra! To nie chcesz, żebym się ucieszyła tym, że możesz sobie jaką drobną przyjemność zrobić - i żebym czuła, żeś przecie mój bachor i możesz od matki starej wziąć ten drobiazg. I jak słusznie nawet! Przecież jeździłaś do Warszawy, miałaś wydatki, to nie w kij dmuchał! Na dobrą sprawę, tom się zupełnie z Tobą podzielić powinnam, boście oboje z Bolkiem byli mi w tym tak pomocni, że gdyby nie Wy to jakżeby to się zrobić mogło? Więc mi tak smutno przez to - że strach. Jedno chyba by mnie ucieszyć znów mogło - kiedy te pieniądze do mego rozporządzenia, to ja rozporządzam tak: niech Zośka skorzysta z jakich paru dni świąt albo ostatków, niech kupi bilet i przyjedzie - jak to już było postanowione, do Monachium. A co? Zaraz się troszkę rozerwiesz, a ja mieć będę radość, że Cię widzę.
A już było tu niedawno ze mną nieosobliwie, tak żem nie wiedziała, czy Was jeszcze zobaczę. To było zatrucie gazami wydzielającymi się ze złego pieca. Dymu nie było, ale ciągle jakiś czad - i tak to sobie powoli szło, aż raz zemdlałam - Nie wiedzieć z czego - ot - tak. W tydzień jaki potem znów zawrót głowy. Miałam dobry instynkt i wyszłam z domu na długi spacer. W trzy dni potem mdłości, omdleń cały szereg, choroba morska i zostanie zupełnie jak bez duszy. Po doktora, dopiero mnie położyli głową na dół, a nogi na poręczy krzesła postawionego na sofie, żeby nieco krwi dojść mogło do mózgu, zastrzykiwał mi doktor eter - no i musiałam leżeć dni kilka, nie mając siły się podnieść, do dziś biorę lekarstwa, bo ten czad, przy cierpieniach sercowych, sprawił mi wiele szkody w organizmie. W dodatku d[okto]r zdarł nas bez litości i Dulębianka rozchorowała się z tych wrażeń i latań na fluksję też z leżeniem parudniowym. Piec przerobili, dali inny, oddzielony od innych kanał do komina, zamętu, nieładu, harmidru pełen dom był przez czas długi - dlatego to, Zośko, nie napisałam zaraz do Ciebie obszerniej.
Całuję Was oboje serdecznie i ani słyszeć nie chcę o tym, abyś się czuła dotknięta. Prawda, Zośko?
Bardzo Cię ściskam.
M. K
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Cieszę się b[ardzo], że Bolek ma pomocnika - naturalnie, że go sobie urobi. I że masz sługę teraz też się cieszę.
M
[dopisek na lewym marginesie trzeciej i górnym marginesie drugiej strony:]
Dulębianka się martwi tym wpływem, który znać. Jest on zresztą minimalny, jeśli jest. Bardzo Was oboje pozdrawia. I przypomina ze swej strony obietnicę przyjazdu do Monachium.
[dopisek na lewym marginesie czwartej strony:]
Przyszła paczka od Goerego. Dziękuję Wam!