Listy z Zurychu

Do Laury Konopnickiej
Zurych, 19.01.1891
Rps BUW nr 1426

Kochana Lorko,
co tak rzadko piszesz? Nawet Janek, nawet Stasiek prędzej się decyduje na list niż Ty, osoba o wiele więcej piśmienna. Ucieszyłam się, bo mi Zośka pisze, że teraz lepiej wyglądasz; ale nic nie wiem, kiedy jedziesz i w jaką okolicę. Chciała-bym koniecznie pomóc Ci trochę, a tu tak mi trudno; można by jeszcze jednej drogi spróbować. Pisał mi Nitowski, że p[ani] Niżycka proponowała mu, żebym im coś ustąpiła z należności. Otóż załączę do tego listu kartę, z którą idź do niej i traktuj; może Ci się uda co dostać. Dała z początku 12 rubli, potem jeszcze sześć, to razem 18; a należałoby się po sześć r[ubli] miesięcznie za 15 miesięcy z 90, może zresztą niecałe 15 miesięcy, nie pamiętam, ale zawsze sporo się jeszcze należy. Oblicz się z nią i jeśli zechce zaraz zapłacić, to trzecią część ustąpić można. Miałabyś i Ty, i Stasiek parę rubli.
Pisze mi Zośka, że Ludek Kłokocki Tobą zajęty bardzo. Musi to być bardzo dobry człowiek, to mu z twarzy widać. Ale nic bliższego o nim nie wiem; ani o położeniu jego, ani o przymiotach umysłowych - nic. Oczywiście kiedyś za mąż iść musisz. Nie sądzę, żebyś wyszła dla interesu majątkowego za człowieka obojętnego sobie; małżeństwo z uboższym choćby, ale pracowitym i takim, który już ma widoki owoców w pracy swojej przed sobą, nie uważam za żadną klęskę. Żebyś tylko pokochać mogła godnego siebie chłopaka, to by mnie uszczęśliwiło. Bez miłości, bez przekonania iść, tego Ci nigdy nie radzę. Ale młode panny często sobie wyobrażają zakochanie jako coś, co zstępuje jak grom, jak natchnienie; tymczasem ta cicho, ale stale dźwięcząca struna przywiązania w sercu jest rzetelniejszą podstawą szczęścia od takich nagłych wybuchów, które też nagle gasną.
Zresztą i Ty sama już musiałaś myśleć o tym, i też widziałaś już niejedno w sferze uczuć stopniowanych tak rozmaicie, że nikt tu sędzią miary potrzeb cudzego serca być może, i tylko życzenia swoje wypowiada, gdy stawia jakąkolwiek normę dla tych rzeczy.
Z listu do Zośki więcej się szczegółów dowiesz; napiszę Ci jeszcze, że mam teraz pokój z balkonikiem niewielkim, przed którym jest nieco zieloności i żwiru tworzących ogródek. W pokoju mam kanapę, na której ani jednego cala wolnego bez szydełkowych serwetek, krzesło wyplatane, szafę w murze, sofę zamiast łóżka i wielki biały stół z szufladą, taki, jak to bywają w kuchni, ale zupełnie nowy, który mi dali do pisania, mam też duży kwiat doniczkowy, który mi nieco zdobi ten zimny przybytek. Chodzę co dzień do kąpieli zimnej, woda przepyszna; nad brzegiem zawsze można spotkać Anglika jednego i drugiego, w barchanowych białych ubraniach spacerowych i w żółtych pantoflach.
Do Janka pisuj często, bo on teraz znów przebywa jakieś kryzysy sercowe, tylko sama go o to nie zaczepiaj, ale go staraj się wyrwać z melancholii. Zawsze trzeba być bliżej tego, kto cierpi, nie po to, żeby go wybadywać, ale żeby czuł, że nie jest sam.
No, Lorko, pisz więcej i częściej do mnie; o Niżyckiej pomyśl, jak zrobić.
Całuję Cię najserdeczniej.

M.K
[pod datą dopisany adres:]
Florastrasse 52.