Kochana Lorko!
Od pięciu dni wyjechałam z Krakowa i jestem teraz w Suchej powiat wadowicki - przez Kalwarię Zebrzydowską) - to majątek tegoż Branickiego, co i Frascati. Mieścina, w której się gnieździ kupka żydostwa, bardzo nędzna, i zameczek ciekawy, w części z XIV wieku, w części z XVI i XVII pochodzący, z ogromnymi zbiorami bibliotecznymi. W tym zameczku rezyduje matka pana Branickiego, dama niewidzialna dla zwykłych śmiertelników.
Sucha leży w górach niezbyt wysokich i w części tylko lasem pokrytych, a w znaczniejszej - zbożem. Podgórze to raczej, odnoga Karpat, bo miejscowość ta w pół drogi do Zakopanego się znajduje. Otóż nad szosą i w górach są rozrzucone domki drewniane, które się wynajmują letnikom z Krakowa, bo Sucha tylko o 2 i x/2 godziny drogi od niego. Położenie pod tym względem podobne do Wawra, bo tak samo stacja kolejowa, tak samo odludnie, tak samo dobre powietrze i taka sama pustka, bo do maja nikt tu oprócz urzędników kolejowych nie mieszka. Ze stacji przynoszą mi zupę i kawałek mięsa z jarzyną; jedno i drugie - podłe. Kosztuje to 40 centów. Herbatę robię sobie sama; bułki tylko żydowskie, ale ich nie jadam; biorę chleb na bochenki, które przywożą konduktorowie (z Żywca, o 6 mil stąd położonego). Na długo tu wytrzymać nie byłoby można; ale odpoczynek i cisza po Krakowie - bardzo pożądane.
W Krakowie miałam odczyt na kolonie letnie. Była heca, bo każdy chciał tego odczytu: panny z Muzeum Baranieckiego dla siebie, Akademicka Czytelnia dla siebie i kolonie dla siebie. Wybrałam kolonie, bo były najneutralniejsze, a panny z akademikami mało się nie zagryzają, tak jedno na drugie wre. Bardzo się ten odczyt powiódł. Wiesz, mówiłam te stare dzieje o Odzie do młodości - Kraków jednak nie znał tego i był zachwycony. Ale mnie to naraziło na koszta, bo musiałam sobie czarną suknię kupić. Nie miałam zgoła w czym. Tu wprawdzie tanie towary, ale zawsze wolałabym nie mieć tego wydatku.
Od Zosi dawno nie miałam wiadomości, jeśli pisała, donieś mi co o jej zdrowiu chociaż. O sobie też mi pisz jak najwięcej. Narzeczona Tadzia pisała do mnie. Tadzio jedzie na święta do jej rodziców. O Staśku nic nie wiem, bo wieki, jak nie pisał; Janek też rzadko pisze, ale wiem, że zdrów przynajmniej. Ot, przybliża się maj. Aż mi się coś dziwnego robi, kiedy sobie wspomnę o tym terminie chłopców. Boże, Boże, jak się to skończy!
Piszże, kochana Lorko, zaraz i co wiesz o Zosi i o Staśku, to mi donieś. Całuję Cię serdecznie.
M.