Listy z Suchej

Do Zofii Konopnickiej
Sucha, 23.03.1890
Rps BUW nr 1425

Kochana Zośko!
Od kilku dni jestem w Suchej, na wsi prawie, bo taka to mieścina jak ćwierć Dąbia. Sucha leży w górach, w pół drogi z Krakowa do Zakopanego. Są tu domki drewniane dla letników, które teraz pustką jeszcze stoją, i w takim domku wynajmuję pokoik. Jedzenie przynoszą mi ze stacji, bo kolej żelazna tu dochodzi. Cisza jak na wsi; z okna widać poorane góry, na niektórych zieleni się żyto. Na jednej kupka krzyżów to cmentarz. Przed oknami mam rozwaloną hutę dawną, z której zostały tylko ruiny.
Z Krakowa chętnie wyjeżdżałam, z powodu, że tam ciągle miałam odwiedziny, zwłaszcza po odczycie. Cały dzień trzeba było być zapiętą, ubraną, bo raz wraz ktoś przyszedł z wizytą. Na zimę zjeżdża się to wszystko z całej zachodniej Galicji do Krakowa i ponieważ sami ci Rogosze, Sewerowie, Biechońscy, Jaworscy itd. mają dość czasu, więc myślą, że i każdy może go mieć na ich zawołanie. Ale, poznałam tu jakąś Twoją koleżankę z Hotel Lambert, p[annę] Muhln; młoda osoba z wąsikami. Jest nauczycielką w szkole rękodzielniczej dla kobiet w Krakowie.
O Tadziu pisałam Ci, że się żeni; narzeczona jego przysłała mi liścik bardzo miły. Tadzio jedzie na święta do jej rodziców. Do Lorki pisuję dość często; zdrowa jest i wygląda przyjazdu Twego do Warszawy. Staś dawno nie pisał. Maj coraz mnie większym niepokojem przejmuje. Co będzie z naszymi chłopcami? Oby tylko na jednym bieda się skończyła, jeśli już obu nie da się uratować od tej piekielnej służby. Janek poczciwy myśli o pomocy dla Staśka na wszelki wypadek; naturalnie, że będzie on i tak potrzebował jakiejś pomocy, choćby go nie wzięli, bo przecież wątpię, żeby dłużej w Górze chciał tkwić i lata swoje tam marnować bez żadnych widoków.
W Krakowie też widziałam się z Wandą Siemaszko. Byli u mnie. On na pierwszy rzut oka widać, że komik; ona wystrojona, ale twarz bardzo zmęczona. Mają córkę i kilkutygodniowego syna. Wanda mówi, że dość przez trzy dni być aktorką, żeby potem woleć gęsi paść albo być kucharką. Świat brudów, intryg, idiotyzmu i nędzy obu gatunków moralnej i materialnej. Niech Lorka powiada przyjedzie i pójdzie raz dwa za kulisy i pozna to życie, to jej się na wiek wieków odechce aktorstwa. A Ty, Zośko, bardzo już dawno nie pisałaś do mnie. Jak się miewasz, jak tam resztki pobytu przechodzą Ci w Zwadunach? Już tylko trzy miesiące.
Pisz, proszę Cię, dużo o sobie. Całuję Cię serdecznie.
M.