< ... > po spędzeniu trzech, czterech godzin na oglądaniu takiej galerii czuję się jak zbita i muszę kilka dni poczekać, nim się puszczę na inne zwiedzania. Przysłał mi Wołyński bilet dający wstęp do pałacu królewskiego, żeby go wraz z ogrodami, które są podobno bardzo piękne, zwiedzić. To oglądanie Rzymu jest prawdziwą pracą: od 9 rano do trzeciej i od czwartej do zmroku, lata się i patrzy, zbierając wrażenia, wiadomości, obrazy i barwy. Czasem cały dzień zejdzie na bieganinie, a dla duszy ani kropli pokarmu nie ma; czasem niespodziewanie coś uderza myśli i uczucie.
W czasie Wielkiego Tygodnia byłam na sławnych śpiewach żałobnych u Św. Piotra: był to jakby zwykły koncert bardzo dobrych śpiewaków. Nie mówię już o publice. Ale obcy, przybyli do Rzymu księża przechadzają się z bedekerami i z lornetkami po kościele, co do reszty odejmuje mu pozór świątyni. W ogóle, jeśli Św. Piotr jest świątynią, to tylko władzy doczesnej, świeckiej papieża. Zamiast ołtarzy, których poza tym bardzo jest niewiele, dokoła nawy grobowce papieży, wielkie jak ołtarze, a nad nimi figury papieży, w złotych tiarach, w postawach monarchicznych, rozłożeni na tronach, ponad obłokami trzymanymi przez aniołów. Tak samo i Aleksander Borgia1 ma sobie poświęcony ołtarz, on, który był zakałą rodu ludzkiego. Św. Piotra prawdziwego trzeba szukać w więzieniach mamertyńskich, w tych lochach ciemnych, gdzie apostołowie byli trzymani w okowach. Większe wrażenie robi na mnie bazylika św. Jana Laterańskiego. Stare mozaikowane kopuły, śpiewy proste, gregoriańskie, które tam słyszałam, przepyszne okna kolorowe, wszystko to tworzy całość mówiącą i przejmującą.
W tej chwili dzwonek. Otrzymuję wiadomość od Kulczyckich, że ów podkomorzy papieski, Monsign[or] Cipolli, myśląc, że się mi najmocniej przysłuży, ofiaruje się przysłać mi bilet na mszę papieską i na audiencję u papieża . Stawia mnie to w trudnym położeniu. Prawdopodobnie zrobię tak: bilet przyjmę, dla nierobienia afrontu, ale nie skorzystam z niego. Tym bardziej, że są z tym związane uciążliwe ceremonie specjalnego stroju. Papieża chciałabym widzieć tak gdzieś mimochodem; ale być na audiencji nie mam żadnej ochoty. A tu ludzie myślą, że nikt nie ma ponad to wyższego marzenia i chcą okazać w ten sposób swoją największą uprzejmość. Ot, żebym to mogła trafić na kogoś, co by miał wpływy u nas i mógł pomóc Stachowi Lorki tobym poszła; ale cóż! Tu nikogo takiego nie znam, to raz; a po wtóre szukać wysokich protekcji dla kogoś niewinnego: nie trzeba; jego obronić powinny same fakty za nim mówiące i nie wątpię, że tak będzie. Pocieszajcie tymczasem, jak możecie, naszą sierotkę, żeby swego niepokoju czasowego niezbyt brała do serca.
O H[elenie] czy wiesz z pewnością, że wyszła? Bo od Janka zupełnie przeciwną otrzymuję wiadomość. Mam zamiar prosić ojca, żeby zrobił podanie o pomieszczenie jej w zakładzie odpowiednim, a to na mocy wyroku orzekającego jej niepoczytalność.
Całuję was oboje najserdeczniej i czekam prędko Waszej odpowiedzi co do pocztowego kwitu.
Bądź mi zdrowa, moja droga Zośko!
M.K.