Zosik drogi!
Jak się tam miewacie? My tu jak obszył, chodzimy spać o dwunastej. Lor kaszle. Weź, dziecko, listy z poczty za kartą, którą posyłam i prześlij mi je zaraz do Łowicza. Jutro pewno tam pojadę. Lora wybiera się dopiero w niedzielę. Jeszcze to zależne od doktora, który raz ją widział już, ale kazał jej przyjść drugi raz. Kaszel ma Lora dość mocny: zaziębiła się, podobno siedząc w Aleksandrowie w lesie na wilgotnym miejscu. Teraz mi fabrykuje szlafrok i jest bardzo zagospodarowana.
Bardzo Was ściskamy i do zobaczenia.
M.K.
Gdyby nie wystarczała karta, którą posyłam dla poczty, powiedz im, Zosieńka, żeby mi całą korespondencję przesłali zaraz do Łowicza. Nawet od tego zacznij, bo to najlepiej i dlatego karty wcale nie kładę. Do widzenia!
Ogromnie Ćwierdziński chwalił Stacha bardzo się tym ucieszyłam i bardzo go ściskam.
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
Mówi mi Stach, że trzeba oddzielnie na pocztę napisać list ze zmianą adresu.