Listy z Otwocka

Do Zofii Królikowskiej
Otwock, 18.07.1893
Rps BUW nr 1425

Moja droga Zośko,
Lorze niby lepiej. Sama nie wiem jednak, co to „lepiej” znaczy. Cera trochę lepsza, twarz nie tak wychudzona, głos silniejszy. No i siada czasem do obiadu na fotelu przy stole. Je wszakże zawsze mało, gorączka prawie takaż i sił nie ma. Przy tym senność ustawiczna, rozdrażnienie, smutek, płacze też czasem ot, tak, na kotka, że ją drapnął, na to, że deszcz pada kreuzotu nie bierze od owej bytności Baranowskiego wcale ani żadnych lekarstw, koniak, wino, które teraz chętniej pija, i mleko. Śpi w nocy też nieźle, pomimo że w dzień z dziesięć razy drzemie.
Ale mieliśmy tu parę przejść ciężkich, rodzaj takiego nagłego duszenia, zupełny brak tchu, utrata chwilowa głosu, oczy w słup, paznokcie sine, ręce aż do palcy od ramion zdrętwiałe i aż do wieczora dnia tego prawie niemalże bezwładna (to w związku z prawnym płucem więcej chorym) słowem bardzo źle było. I to tak dwa razy dzień po dniu, tylko drugi paroksyzm lżejszy, bo i burza, która je pewno spowodowała lżejsza.
Dunin, który miał to sobie opisane mówi, że nerwowe. Być może, ale to źle, że to ją ogromnie wyczerpuje, a jeszcze nie raz i nie dwa powtórzyć się może bo sierpień zwłaszcza bywa burzliwy. Wczoraj miał przyjechać Dunin, ale nie przyjechał. W ogóle dość dziwną wydaje mi się ta kuracja, w której doktor wcale chorej nie widuje. Zwłaszcza w nagłym jakim wypadku, w nagłej zmianie jest się zupełnie bez rady i bez ratunku.
Donieśże nam, Zośko, jak tam Bolek kontent z Aleksandrowa? Ogromniem ciekawa, czy mu to zajęcie się podoba. O Janku wiemy tyle, że był teraz niedawno w Warszawie i jest zdrów. Stasiek także pisał słów parę do Stacha. Ja byłam w Warszawie u chirurga, bo z palcem owym jest źle; d[okto]r Guranowski kazał mi jeszcze raz być u siebie. Naturalnie, że i na Powązkach byłam. To najmilsze miejsce z całej Warszawy.
Bądź zdrowa, droga Zocho, ciotkę Jaraczewską i stryja Honorka pozdrów ode mnie.
Całuję Cię serdecznie.
M.K.

[dopisek na lewym marginesie trzeciej strony:]
Musiałam sobie kupić perkalu na szlafrok.

[na drugiej stronie list Laury Pytlińskiej:]