Listy z Mediolanu

Do Zofii Królikowskiej
Mediolan, 7.11.1891
Rps BUW nr 1425

Dziś otrzymałam Twój liścik i całuję Was wszystkich serdecznie. Szersze wiadomości przesłałam Wam przed dwoma dniami. Dziś kartka tylko, którą Was pozdrawiam, drogie dzieciaki, od najmniejszego (ej, czy to nie Bolek przypadkiem?) do największego.
Zośka, donieś mi jak możesz najprędzej, u którego Neugeb[auera] byłaś. Czy to stary d[okto]r Ludwik Neugebauer1, czy syn2? Jest to dla mnie rzeczą ważną, więc się dowiedz dokładnie i zawiadom mnie prędko. Jak mnie to cieszy, co donosisz o Staś- ku... Istotnie, byle się zahaczył, to wszystko już łatwiej pójdzie. Poczciwy W[eyssen- hoff], jestem mu bardzo wdzięczna. Ludzie są dobrzy na świecie — naszym.
Od jutra będzie się u mnie palić na kominku; może to cośkolwiek choć pomoże. Jest mi tu zresztą dość dobrze i spokojnie. Gospodarze są uprzejmi i uczynni. Pokoik mój, słysząc mój kaszel w nocy, kazali dziś wybić przeszywanymi chodnikami, żeby tak od gołych kamieni nie ciągnęło zimno. Miasto jest tak duże, iż można przez czas długi chodzić tu i ówdzie i coraz nowe widzieć jego części. Ale oprócz kilkunastu pięknych gmachów wszystko tchnie ruiną. Jest to reszta dawnej świetności tylko. Fortepianów prawie nie słychać: ale flety, gitary i mandoliny wszędzie.
Bądźcie zdrowi, moi najdrożsi! Lorka, pisz, dziecko! Ale Poznaniusz3! Staśku, napisz słów parę o swej pracy.
M.
[dopisek na górnym marginesie:]
Stasiek, jakie masz zajęcie, gdzie, koło czego, jak długo i na jakich warunkach? Piszcie często, bo okropnie smutno.