Droga Zośko!
Nareszcie mam jakieś wiadomości od Ciebie! A tak długo na nie czekałam. A prawda, jaki tez smutny czas, jaki smutny rok! Ale do Mickiewiczów napisz chyba, żeby tego za obojętność nie mieli. To biedactwo już tam spokojne, już ją życie nie razi swoją szerokością i swoim brutalstwem - ona przecież naprawdę nie była dla świata i życia - taka inna i o tyle więcej warta niż jej dola. A to biedaczek Miecio osierociał. Czytałam o tym skonie, ale, nie wiedząc imienia, nie byłam pewna kto to. Szkoda dzieci - i człowieka. Ze wszystkich stron smutki.
Czemu żeście tam Staśka nie wypchnęli do Janków na 15? Chyba on nie ma naprawdę zamiarów żadnych - bo inaczej wypadało mu koniecznie być tam i nie zaniedbać takiej sposobności. Cóż, jeśli on tak woli - trudno go ciągnąć. Jadwidze przykro, żeście nie przyjechali - ale ja wiem, jak to trudno oderwać się od obowiązkowych zajęć. Jeszcze się tu nie widziałam z p[anem] Stanisławem [Królikowskim]. Rodzina jego jeszcze pewno na wsi. Dnie ślicznie jesienne; zrobiłyśmy z Dulębianką pieszą wycieczkę do lasów okolicznych - cudnie tam jest!
Masz słuszność, ze ani sposób dla mnie osiedlać się we Lwowie. Ja tez o tym nie myślę. Straszna - nie na moją kieszeń - drożyzna - i brudy! Ledwie parę ulic przypomina europejskie miasta. Pewno tez za jaki miesiąc pojadę stąd bardziej na południe gdzie, na zimę. Mówią wszakże, iż lato, wiosnę, jesień spędzić można w okolicach ku węgierskiej granicy, w górach bardzo pięknych i zdrowych, iglastym borem pokrytych - może więc z czasem spróbuję tego. Tymczasem cieszę się, ze Dulębiance powodzi się tu nieźle, bo ma obstalunki na portrety - zdrowie jej tylko gorsze niż kiedy; Lwów już jej się dał we znaki swoją złą wodą i brakiem powietrza zdrowego. Do plag lwowskich nalezą damy nieznajome latające z albumami, żeby im się wpisywać - czysta napaść. Z nikim się tu jeszcze nie widziałam; choć mam nieco znajomych. - Pług pisał niedawno. Starowina zawsze poczciwy, wierny przyjaźni i katarowi, na który się bardzo uskarża.
Pisma tutejsze - nędza! - kłótnie i intrygi wyborcze, przedruki z warsz[awskich] gazet - beletrystyka pod psem. Już krakowskie znacznie wyżej stoją.
Pisz, Zosieńko, więcej, a nade wszystko częściej. A fotografię wysyłaj zaraz! Bardzo na nią czekam i całuję Was serdecznie.
M.K
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
W tych czasach niedługo wyślę mój dług - w końcu miesiąca tego. Bądźe mi tam zdrowa, kochana Zośko!
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Staśka przenosiny do Warszawy jak stoją? Ucałuj go ode mnie.
[dopisek na górnych marginesach drugiej i trzeciej strony:]
Zła jestem na Emilkę, ze z tym bólem oczu ominęła sposobność i nie poradziła się Gałęzowskiego! Pisze: „Gdybym miała list polecający...”, a nie wie, że każdy okulista pacjentów swoich sam prowadził do Gałęzows[kiego]. Przecież „Kurier” pisał o tym.