Kochana Zośko,
przyjechałam do Lublina w sobotę w nocy, miałam dużo kłopotu z wyszukaniem mieszkania. Znalazłam wreszcie pokój z osobnym wejściem wśród ogrodu, na II piętrze z bardzo ładnym widokiem i w domu porządnym. Wynajęłam sobie łóżko żelazne, parę stołków, stół do pisania, szafkę, umywalkę żelazną, kupiłam siennik, trochę słomy (jaśka i kołdrę mam), miskę, dzbanek etc. i dobrze mi tu bardzo. Trochę wypocznę, pracując. Już się wzięłam do Pana Balcera.
Do Dunina pisałam. Jeśli będziesz w Warszawie, zobacz się z nim, bo w liście trudno tak wszystko przedstawić szczegółowo. Czy pijesz wodę levico? Czy bierzesz swoje lekarstwa? Jak się miewasz i jak wyglądasz? Janek istotnie wydał mi się bardzo mizerny: on się zrywa pracą, do której go pcha ambicja utrzymania się na wysokości dobrej opinii, jaką tam o nim mają. Ma i zmartwienia przy tym. Teofilkę widziałam, co mnie trochę drogo kosztowało. Stasiowi przedwczoraj posłałam znów pieniądze, bo pisał, że nie ma tam utrzymania. Lora miała się doskonale, jakem ją widziała, jadąc tutaj; gospodaruje, z p[ani] Tar[na lewym marginesie:]chalskiej dość kontenta. Chodzi z nią do lasu prawie się nie kładzie. [na górnym marginesie:] I oni, Stach i Lora, myślą o Zakopanem, tak jakeśmy mówili. Kto wie, może i Dunin tak rozrządzi.
[dopisek między pierwszymi wierszami:]
Adres: ulica Czechówka 332.
Żegnam Cię i całuję.
M.K.