Droga Zośko,
alarmujący list odebrałam od Lory o jej stanie zdrowia. Szczęściem, że nie dotyczy się to piersi i kaszlu. Podobny stan jak u Ciebie, wynikający jakoby z owego jeszcze początkowego zapalenia, na które ją Ciszkiewiczowa leczyła. Już to Wy obie powmnyście się leczyć tęgo, żeby raz wyjść z inwalidów! Prawda? Biedne matczysko Bolka podobno też bardzo cierpi, a więcej może cierpią jej bliscy. Pewno będziecie w Warszawie na święta, więc wyraź tam całe moje współczucie i życzenia odmiany na lepsze.
Lora tedy zdecydowała się na Otwock. Może to i najlepsze; że lepsze niż Zakopane dla niej - to niezawodnie. Zakopane to dla ludzi, co chcą się bawić, nie leczyć, oni i tym przeszkadzają, którzy kurację na pierwszym planie mieć powinni. Jakże się Ty miewasz teraz? I Bolek? I ojciec? I Stasiek? Czy tylko nie za tanio obliczyłaś utrzymanie Staśka? Niechże on Wam aby ciężarem nie będzie, bo by jemu samemu było przykro, kiedy, Bogu dzięki, ma teraz z czego utrzymanie swoje opłacić. I to mnie cieszy, że Franusia zdrowa, bo się przynajmniej Tobie pracy umniejszy. Pewno wstąpicie do Janków, wracając z Warszawy. Dowiedzże się, Zosieńko, szczegółów co i jak o tej sprawie, o której mi donosił, tak abym wiedziała, co przedsięwziąć. A tam do Was czy nie przyszła odpowiedź na podanie do Kalisza?
Wyjeżdżam stąd w Wielki Czwartek rano, przez piątek zatrzymam się w Grazu, gdzie pani Radke jest chora (złamała nogę) - w sobotę przyjadę do Wiednia. Dulębianka zostanie tam u siostry, a ja na Pragę czeską pojadę do Drezna. Może w drodze spędzone święta mniej mi smutne będą. P[aństwo] Wyczółkowscy prosili mnie, żeby u nich być, ale tam choroba w domu, więc tylko zrobiłabym kłopot i z tego powodu nie chcę. Dulębianka kończy mój portret. Będzie on pewno wystawiony w Warszawie.
Całuję Cię najserdeczniej, wraz z Bolkiem i Staśkiem, ojca pozdrawiam. Bywajcie mi zdrowi!
M.K
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
Pisz: Dresden (Sachsen) poste restante.