Moja droga Zośko!
Czy też będziesz na 12. w Warszawie? Bardzo, bardzo pragnęłabym tego! Bo niewiele tam się zbierze tej drużyny przy Tadziu. Lorze nawet nie powinien Stach pozwolić, żeby na cmentarzu była w takiej porze zimowej; Janek zapracowany po uszy, nie będzie pewno mógł się oderwać od zajęć swoich. Więc gdybyś i Ty jeszcze nie była (a Bolka nie liczę, bo on ma służbę), to by tam było bardzo sieroco. Ale jeśli czas tak fatalny u Was, jak tutaj, to aż się boję Twego wyjazdu do Warszawy. Tak łatwo się zaziębić, przy najmniejszej nieuwadze, a w takich chwilach tak mało się uważa na siebie. Więc niech już będzie, jak być może. Całe moje serce tam będzie z Wami i przy Tadziu.
Po trzech dniach przeraźliwego wichru bora, który tu z gór Karstu jak wściekły przylata, mieliśmy głęboki na metr śnieg na ulicach. Wozami w woły zaprzężonymi wywożą go dzisiaj i na długo jeszcze będzie tej roboty. Z hotelu list ten piszę, ale mam wiadomość, że mi trochę grosza przyślą w tych dniach z „Kuriera”, więc się przeniosę. Niewielka to będzie parada; jak się zapłaci tutaj rachunek i tam pokój z góry, to kto wie, czy się co nad parę rubli zostanie. Ale pokój będę miała dobry, bo duży, na wskroś domu, w ogrodzie (jak u Janka), okna trzy, każde z innej strony, na 1. piętrze, i jak dotąd sąsiedztwa żadnego: są jednak dwa jeszcze pokoje razem przez sień, które już zajmowało parę polskich rodzin z Warszawy innymi laty. Właściciele bezdzietni zajmują parter, i już cała populacja. Ogród dość niewielki, ale drzewa są w nim stare, świerki i jawory, dom prawie za miastem, zaraz za ogrodem łąka i winnice, w ogrodzie oszklona altanka na czas deszczu, dość duża. 20 reńskich miesięcznie z usługą, a w Wiedniu bez usługi płaciłam 22 i to w domu, w którym tłum robotników mieszkał, co daje dobre pojęcie o ciasnocie, powietrzu i nieporządku, przy tym na 5. piętrze. Myślałam nieraz, że padnę, nim się tam dostałam. Pisze mi Dulębianka, że i ona się wyprowadza z tego domu, choć jej pokój był na 3. piętrze i daleko większy, i z lepszym widokiem. Będzie znów mieszkać z siostrą swoją i z wujem .
Tu życie niby trochę tańsze. Za 48 centów mam zupę, mięso, jarzynę i chleb. Porzuciłam bowiem (na czas jakiś przynajmniej) system obywania się kawałkiem smażonego mięsa, bo Drasche (d[okto]r) za pierwszy warunek postawiwszy zmianę powietrza, za drugi postawił „Starke Nahrung” . Będę jeszcze pić i mleko wieczorem, ale jak się już przeprowadzę. Co do kaszlu mam go niby trochę mniejszy, ale w gardle tak samo ból przy połykaniu i tak samo wypluwam flegmę. Niech diaski porwą całą tę hecę!
Dobrze przynajmniej, że Lora zdrowa już prawie, bo Stach jej pisze, że się „pysznie miewa”. I o Tobie donosi mi Lora, że lepiej trochę wyglądasz. Ach, żebyś tak jeszcze mogła kąpiele brać w morzu latem, to by z Ciebie była porządna kobiecina! Może też i ze Staśkiem skończą się niepokoje, bo podobno niezłe miejsce ma dostać. Trudno mu tylko będzie pojechać tam bez jakiegoś oporządzenia, i nie mogąc [na górnym marginesie pierwszej strony:] sama w tych czasach nic mu dopomóc, pisałam do Janka, żeby mu co dał, to ja potem Jankowi sama oddam. Jakże to tego biedaka nie poratować trochę w tak trudnych początkach.
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Całuję Cię serdecznie, droga Zośko, i Bolka. Pisz prędko i dużo o sobie.
[dopisek na górnych marginesach drugiej i trzeciej strony:]
Mieszkać będę: via Dreossi 4, ale adresuj: M. K. Gorz, poste restante. Choć myślę, że ta ostrożność raczej z Warszawy potrzebna i że z Aleksandrowa można by wprost nazwiskiem adresować.
[dopisek na lewym marginesie drugiej strony:]
Czy „Kraj” Was dochodzi? Wysyłam go stale.
[dopisek na górnym marginesie czwartej strony:]
Napisz mi o Staśku, gdzie teraz jest, chciałabym pisać do niego.