Droga Zosieńko
Z meblami - na nic, bo już je przedałam. Nie żałuj zresztą, bo były ogromnie ciężkie, staroświeckie, nie takie, jak teraz lekko robią, masywne takie, choć niemodne, że transport wściekle by kosztował, a prócz tego samo opakowanie tutaj w miejscu musiałoby trwać dni parę i tez by kosztowało dużo. Tu za bezcen poszła kanapa taka ogromna, ze na niej Dulębianka wygodnie sypiała - gmach - mahoniowa, włosiem słana, dobrym rypsem kryta, i takież sześć krzeseł - poszło za 25 marek - znaczy coś około 12 rubli. Inne rzeczy w tej samej albo jeszcze gorszej proporcji. Także i wiele małych paczek nie mam czasu robić, tylko te papiery i drobiazgi w kosz jeden kładę, adresuję do tego kupca do Torunia, a wam odeślę kluczyki od kłódek - sprowadzać tego studenta do domu w takim zamieszaniu, przy takim pośpiechu tez nie chcę. Jutro sznelcugiem o 11 jadę - dziś jeszcze pełne ręce mam roboty. Pisałam do Gebethnerów o zaliczkę - nie przysłali, więc z tym, co mam nigdzie daleko puszczać się nie mogę.
Całuję Was najserdeczniej - kaftanek stary i czego nie będziesz chciała - dla Franusi. Dla Stasia moja fotografia w ramce brązowej.
Całuję Was raz jeszcze najserdeczniej.
M.K