Listy z Drezna

Do Zofii Królikowskiej
Drezno, 26.05.1895
Rps BUW nr 1425

Moja droga Zosieńko!
A to przeszłaś tarapaty z tym mieszkaniem i z tymi gośćmi. Ale tez tylko nasi rzemieślnicy tak roboty prowadzić mogą niedołężnie, żeby malowanie trzech pokoi zajęło tyle czasu. Biedactwo z Ciebie! Musiałaś tam już porządnie zmizernieć, kiedy sama o tym piszesz. Niespanie - to ruina zdrowia 9/10 kobiet, zwłaszcza młodych, a jeszcze tez anemicznych. O te kąpiele w Ciechocinku poradź się koniecznie doktora; wcale one są nieobojętne i mogą w pewnych warunkach szkodę przynieść tylko. Więc nie zaczynaj tego, póki się z d[okto]rem nie porozumiesz; a gdybyś zamiast tego niepewnego i mogącego pogorszyć Twoje cierpienie środka choć 20 kąpieli morskich wziąć mogła, i choć w najskromniejszych warunkach przebyć ze trzy tygodnie nad morzem - to by było zbawienie Twoje i Twoje zdrowie na cały rok. Jakżebym chętnie chciała Ci w tym pomóc. Ale cóż? Urzędowa bieda u mnie, o czym niżej.
O Dreznie pisałam do Lory, jak mi się to miasto przedstawiło1 i jak już trzy projekty mieszkania upadły, jeden skutkiem rozpoczętej budowy przed oknami, drugi z powodu bliskości Elby cały dzień zadymionej przez kominy statków parowych. Ostatecznie mieszkam na rozdrożu, pomiędzy właściwym miastem a dwoma przedmieściami: Blasewitz i Striesen, które dawniej były samodzielnymi miasteczkami, a teraz złączone zostały z Dreznem przez tramwaje i przeciągnięte spacerowe aleje. Otóż jedną z takich alei (na początku jej kwitnie teraz spory kawał żyta) jest właśnie ulicą, przy której wzięłam mieszkanko i nazywa się Blasewitzerstr[asse] (N. 66). Mieszkanko puste, bo pokoje meblowane złączone są albo z koniecznością smażenia sobie kawałka mięsa na obiad i basta - co mi się już bardzo sprzykrzyło, albo z braniem pensji w domu, co jest za kosztownym na moje środki, albo z chodzeniem do restauracji, w których sosy gęste i nieokreślenie szare przez sam swój widok sprawiają mdłości. Ale mieszkanko puste, a małe i w przyzwoitym domu będące nie jest łatwą do znalezienia rzeczą i dopiero po trzech tygodniach szukania znalazłam takie w ruinie, którą wszakże odnowiono b[ardzo] dobrze. Są trzy pokoje, świeżo wytapetowane, wypokostowane podłogi, wymalowane olejno drzwi, okna, kuchnia, słowem b[ardzo] schludnie. Jeden z tych pokoi jest Dulębianki, drugi (z werandą) mój, trzeci od ogródka stołowy, wspólny. < ... >