Listy z Awinionu

Do Zofii Królikowskiej
Avinion, 13.01.1893
Rps BUW nr 1425

Moja droga Zośko!
Niepodobna tak zrobić. Przede wszystkim mam długi, których gdy nie spłacę z tych pieniędzy, to nie wiem, kiedy bym już spłacić mogła. Jeden z nich to 75 r[ubli] Paprockiemu, które mi do Dąbrowy przysłał jeszcze, kiedy u Was byłam. Kupił Wojnę Grottgera, nie mógł jej wydać, rękopis zwrócił, a dług został. Drugi: sto rubli Meyetowi, któremu zawdzięczam tę pomoc w bardzo tu dla mnie krytycznej chwili, i który naturalnie ani wydawcą, ani redaktorem nie będąc, w pieniądzach tylko musi to sobie mieć zwrócone. Trzeci Poznańskiemu, dług z Warszawy jeszcze, sto rubli; czeka lat tyle cierpliwie, niepodobna mu kazać czekać dłużej. Zapłacił on Schellera, który te pieniądze wydał w czasie owej to licytacji na rzecz podatków niezapłaconych przez ojca, za co położony był areszt na moich gratach, które jak wiesz częściowo zabrali, a częściowo w tych stu rublach wykupione powróciły do nas. Oto i znaczna już część odpada z owego tysiąca.
Następnie rzecz taka: Janek, idąc na ów młyn pierwszy z M[arynią] Rudz[ińską] do współki, nic nie miał. Stryj mój dał 225 rubli. Był wtedy w lepszym położeniu. Tymczasem później łazienki, które są w jego domu w Radomiu, popsuły się, potrzeba było gruntownej reparacji, stryj na nią nie miał i magistrat mu owe łazienki zamknął. Dom wart 22 tys[ięcy] rubli. Stryj go nabył za 8 tysięcy rubli cały swój kapitał. Dochód z mieszkań przynosi zaledwie tyle, co na procenty od reszty i podatki, prócz 2 pokoi, które stryj zajmuje i które ma darmo. Ale dopiero z owych łazienek miał utrzymanie. Boć i z najskromniejszymi wymaganiami żyć jakoś i odziewać się trzeba. Był już raz w tak ciężkim położeniu i przy tym chory na astmę, że mu posłałam ostatnie 25 rubli, jakie miałam przy duszy, już będąc za granicą. Otóż po otrzymaniu wiadomości o tym spadku dlatego pytałam, czy nie zapisał co Popławski stryjowi i wtedy dowiedziawszy się, że nie, przyobiecałam mu posłać na reparację owych łazienek 200 rubli, spłatę za dług Janka, który może mi to później będzie mógł po trochu oddać, to jest sto rubli, a drugie sto miałam mu i tak dać, chcąc mu trochę dopomóc przy tym żenieniu się. Teraz choćbym najmniej miała się troszczyć o Staśka nie chcę, aby w chwili, w której będę miała więcej pieniędzy, on bielizny nie miał. Więc raz jeszcze trochę go w nią zamierzam zaopatrzyć; niech ma tę pamiątkę. Dodajcie do tego wydatek na opłatę trzech lat blisko za paszport zagraniczny, podróż do kraju na wiosnę i choć trochę bielizny, z której się zupełnie wydarłam, to i cóż się tam wielce zostanie? Tyle chyba, żeby znów nie wpaść w konieczności w złym razie zastawiania w lombardzie zegarka. A teraz, jeśli jednak będzie ta operacja potrzebna o co się w Warszawie zamierzam ostatecznie poradzić toć i na to sporo pieniędzy trzeba.
Widzisz, dziecino droga że ten projekt niemożliwy. Wiem, że dobrze byłoby mi do Was przyjechać i czas jakiś pobyć na wsi. Na stałe byłoby to niemożliwe. Człowiek nie pająk, by sam z siebie snuł nieustannie; musi się o ruch życia z bliska ocierać, doznawać pewnych artystycznych wrażeń, widoków, słowem jeśli ma pisać musi tak nastrajać duszę, jak się nastraja instrument. Przebywanie w oderwaniu od tego wszystkiego, co jest umysłowym pokarmem, a nie w książkach leży, tylko w żywym życiu z konieczności wyjaławia umysł. Dzieje się to tak, jak z każdym zawodem: grunt, warunki, otoczenie, oto, co potrzebne. Gdybym więc nawet mogła owym tysiącem rozporządzać zupełnie dowolnie, jeszcze ta kombinacja nie byłaby ze względu na moje powołanie odpowiednia. Wpaść do Was, być u Was o, tego bym pragnęła bardzo! Ale mieszkać mi [w] takim sielankowym zakątku dłużej już bym nie obstała.
Czy wszakże tak by nie można zrobić: wiem, że Pytlińscy też mają długi i że je spłacić muszą. Wszakże myślę, że im się połowa może z tego tysiąca zostanie. Gdyby Wam ją pożyczyli, podjęłabym się płacić im procent, 8 dajmy na to od sta, żeby wam ulżyć nieco, póki byście nie mogli lub nie chcieli oddać im tego kapitaliku. Choćby nawet i 10 procent jeszcze bym może obstała. Jakże uważasz? Gdybyście mogli zaś na 6 od sta dostać pożyczki tysiąc rubli na jakiś czas określony, płaciłabym ten procent za Was. Pomyślcie o tym. Jest to kombinacja, która by mogła być niezłą.
Co mi się tylko nie zdaje, to projekt Zośki brania miejsca nauczycielki przy lichym zdrowiu. Chyba w jakichś wyjątkowych warunkach, do jednego dziecka, tak aby to sił nie wyczerpywało. I czy nie szkoda Bolka do młyna z jego uzdolnieniem? Młyn ciężka praca. W zimie na mrozie, nad wodą, wszystko obmarznięte, w soplach, widziałam to przecie u Janka. A tu i w nocy robota i we dnie bez pomocników ani rusz czy się to opłaci? Bolek skłonny do kaszlu, ma wątłe piersi nie zdaje mi się, aby to było dla niego właściwe. Już lepiej byłoby zadzierżawić małą kolonię pod Warszawą, gdzie każde warzywo, każda kura, każde jajko dochód przynosi. Tam dopiero przyrobiwszy nieco grosza a wiem, że go nie strawicie marnie ani Ty, ani Bolek moglibyście na własną chudobę się rzucić. Jesteście tak młodzi, całe życie jeszcze przed Wami. A to, co Bolek przy praktyce w młynie, a Ty przy nauczycielstwie zdrowia szarpniecie, to ubytek Waszego największego kapitału: Waszych sił i możności pracy. Lepiej więc obejrzyjcie się za rolą, niż za tym ciężkim przemysłem. Ale rada słowo wiatr. Jużci Wy lepiej wiecie, co i jak Wam robić. Jeżeli już koniecznie ma być młyn, to gdzieś w okolicy bardzo ruchliwej, pod Łodzią lub pod Warszawą. Jeśli Wam robię zawód wierzcie mi, że i mnie to bolesno. Ale jeszcze przykrzej byłoby [na górnym marginesie szóstej strony:] mi zostawiać po sobie długi; a wszak życia mego już chyba nie najdłużej.
Bądźcie mi zdrowi, moi najdrożsi! Piszcie prędko, czy Wam to bardzo przykro i czy mogę zrobić inaczej.
M.

[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Ot i ledwo tyle miejsca na doniesienie Wam, żem od czterech dni w Awinionie, o 6 do 8 godzin bliżej kraju na Genewę jadąc ale w zimnisku strasznym. Taniej i cóż, kiedy wicher dmie tu tak szalony (mistral), że w całym mieście jakby wilki wyły. Po drodze oglądałam Marsylię, do Pana Balcera. Ta droga na Genewę to droga powrotna emigracji owej.

[dopisek na lewym i górnym marginesie czwartej oraz górnym marginesie drugiej strony:]
Mistral wieje tu albo 3, albo 6, albo 9 dni z rzędu. Daj Boże wytrzymać go. Ludzie tutejsi nie wychodzą (ci, co mogą) ci, co muszą wychodzić, biegną kłusem przez ulice i mają usta zawiązane lub zatkane chustką, bo zapalenie płuc pewne na tym wściekłym wichrze. Jak żyję, o niczym podobnym pojęcia nie miałam. Gdybym była wiedziała, byłabym się cofnęła z Marsylii, a tak zapłaciłam już za miesiąc (35 fr[anków]) pokój z alkową (w Nicei płaciłam 60 fr[anków]). Więc choćbym i wróciła ku południowi, droga nic mnie kosztować nie będzie przy tańszym tu i życiu, i mieszkaniu.

[dopisek na górnym marginesie trzeciej strony:]
Od Lory dawno listu nie miałam. Stasia serdecznie pozdrów ode mnie. Jak smutny był tu dla mnie dzień ten wczorajszy!

[pod datą dopisany adres:]
France Avignon, rue Joseph Vernet 24.