Drogie dziecko,
jakże Ci tam zeszły święta i jak się trzymasz ze zdrowiem? Za opłatek i życzenia - dziękuję Ci i serdecznie wzajem wszelkiego dobra życzę. U nas nie było willi. Przeprowadzka za to - w samą Wilię. Mieszkam tera[z]: Vittoria Colonna N.18, II p[iętro] (ale nad wysokim mezzaninem). Widok ten sam, na bulwar i Tyber, tylko że z większego oddalenia, no i bez żadnej już tzw. pensji, co tu bywa zupełnie, jak widzę, zasadzką rabunkową. Śniadania i kolacje jadamy teraz w domu, przez siebie przyrządzone, a obiady w jakiejś najbliższej trattorii, gdzie też wszystko na oliwie, ale już zupełnie inaczej i lepiej. Pokój też mam teraz dwa razy większy.
Przez całe święta lał deszcz i dokuczał wicher, wczoraj, w Nowy Rok, także ulewa. W całych Włoszech zimna panują, we Florencji na przykład było 8 stopni mrozu, a dokoła Rzymu, na Apeninach i na górach Sabińskich - leżą śniegi. Marzniemy też porządnie bez pieców, bez kominków nawet. Jest tylko taki mosiężny rozgrzewacz ażurowy, jak duża kadzielnica kościelna, stoi w korytarzu, a w nim rozżarzają garsteczkę samowarowych węgli. To jest całe opalanie domu.
W poniedziałek, ostatni dzień w roku, była piękna uroczystość w katakumbach św. Priscilli, tych najstarszych w Rzymie, z czasów św. Piotra, o których mówi Sienkiewicz w Quo Vadis. Tylko że on się ich domniemywał za bramą nomentańską, a one - już po jego książce - zostały odkryte za bramą Salaria. Odkryte zresztą w części dopiero, bo je zaledwie odkopują teraz, choć wiedziano o nich dawniej, przed jakimi 8 laty.
Wtedy jednak właściciel nie pozwolił kopać swoich winnic i ogrodów, pod którymi miały się te katakumby znajdować. Teraz król kupił całe te grunty i Tow[arzystwo] Archeologiczne] zaczęło swą pracę. Obchodzono tedy zakończenie roku i prac towarzystwa tego. Najpierw była msza w jakimś obszerniejszym podziemiu, przy prostym ołtarzu (stole raczej, na którym stał krzyż i dwie świece). Jakiś stary zakonnik mszę tę odprawiał, bez śpiewów, bez muzyki i to było bardzo wzruszające. Krypty, napisy kamienne, małe trumny, czasem tylko garście rozsypanych kości, jakieś zawalone doły czy studnie, nieudolne rzeźby, freski, symbole, oto były ozdoby i otoczenie tego ołtarza. Oświetlono potem wszystkie już odkopane korytarze i podziemia, az do szczątków pierwszej bazyliki Rzymu, dobywanych dopiero na dzień i na światło, i - po konferencji archeologicznej o dziejach tych katakumb - oprowadzono po nich publiczność.
A kiedyśmy po paru godzinach wyszli na świat, uderzył mnie nieopisany lazur gór Sabińskich i różowe śniegi na czubach. Otóż katakumby owe są daleko za miastem, może ze 4 kilometry, a droga od bramy Salaria prowadzi przez dzikie pola, pełne kwitnącej liliowo mięty, przez zapuszczone ogrody, przez ziemie nieuprawne zdziczałe. I naraz trochę z boku ta willa „Savoye”, a na powierzchni jej ogrodów trochę rumowisk, trochę wyrzuconej ziemi, i tu jest zejście do tych wykopalisk.
Całuję Cię serdecznie i czekam rychłych wiadomości.
M.K
[dopisek na górnym marginesie czwartej strony:]
Do ciotki pisałam 2 razy - odpowiedzi nie miałam.
[na górnym marginesie pierwszej strony dopisany adres:]
Via Vittoria Colonna 18.