Moja droga Zośko! Kto raz wpadł w galicyjski młyn odezw, odczytów, zebrań, posiedzeń, jednodniówek i przeróżnych agitacji, ten jak ja musi czuć się wprost chorym od tego. Na swoją pracę zgoła czasu nie ma. Dość Ci powiedzieć, ze przez jeden dzień wczorajszy musiałam napisać hymn dla Eleuterii, wiersz dla Tow[arzystwa] Pestalozziego (dla opuszczonych sierot), przemawiać do jednego kółka samokształcenia się dla panien i być na wiecu kobiet, domagających się prawa głosowania (ze go nie mają - tego, sądząc po szalonej wrzawie, nikt by się domyśleć nie mógł). Jak zbita więc jestem; i to dodać trzeba, ze cała sfera rozmów i działań - w tym także obraca się kierunku, gdyż Dulębianka należy do zażartych agitatorek, biega na wszystkie zebrania, referuje, dyskutuje, a teraz właśnie od jakichś kilku dni bawi we Lwowie i urządza tam wiec oraz petycję do parlamentu w sprawie głosowania kobiet. Nie mogąc temu gwałtowi politykowania nadążyć ani chęcią, ani zdrowiem - zostałam sama i oto piszę do Was - choć tak późno. Wprost czasu nie było. Patrzę więc tylko i wyglądam, jak się stąd urwać - i spokoju nieco zażyć. Najchętniej jednak rzuciłabym się w sam war4 niepokoju, jadąc do Warszawy, jak to było moim pierwotnym zamiarem. Tam przynajmniej wiedziałabym, o co głowę rozbijać! Feministką zaś - nie jestem.
Tymczasem jednak pogorszyło mi się tu znacznie i d[okto]r Pareński (prof[esor] Uniw[ersytetu]) zadecydował: pod żadnym warunkiem teraz do Warszawy. Jednak głupi są ci doktorzy! Zawsze tylko zewnętrzne okoliczności biorą w rachubę; a co się z Tobą, człowieku, w duszy dzieje, to im obojętne. Przy katarze może to i dobra metoda; ale przy chorobie serca - nic nie warta. Tak tedy czekam, póki nie wyżyję przepisanych flaszek i pudełek. Po czym - zobaczymy.
Z Lorką widziałam się we Lwowie. Kosztowało to dużo łez - obustronnie. Cóż! Dziecko zawsze jest dla matki dzieckiem. Nie mogłabym żyć tam, gdzie ona jest aktorką, i patrzeć na to; ale nie dowodzi to, żebym ją miała uważać za obcą. Przyrzekła mi, że nie będzie przedłużała swoich zobowiązań lwowskich, jak tylko się zorganizuje scena polska w Warsz[awie], gdyż dla niej samej jest to korzystniejszym.
Od Janka, a i od Staśka nie miałam b[ardzo] dawno żadnej wiadomości. Czy i Wy także? A może wiecie o jakiej pośredniej drodze korespondencji z Warszawą? O nic i z nikim porozumieć się niepodobna!
Posyłam Ci, Zośko, 18 franków zapłaconych od rzeczy Ani. Czynię to teraz dopiero, bo mi wpierw brak było pieniędzy. Jak tam zdrowie Wasze, Twoje i Ady? Czy się rewolucje zębowe skończyły? Polzenjusz tu jest. Jakieś doświadczenia robi w laboratorium Bujwida. Ci Tarczyńscy (córka Jeża)6, którym tam wyrobił posadę - wygryźli go i wyszedł [u dołu pierwszej strony, oddzielone kreską od tekstu głównego:] jak panna z tańca, z tych wielkich nadziei.
Ściskam Was, moi drodzy, bardzo serdecznie! Anulę całuję w buziaka!
MK
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Lepsza była Wigilia przeszłego roku! Tu pewno żadnej nie będzie. Tylko choinkę może kupię.
[dopisek na lewym marginesie drugiej strony:]
Idę teraz szukać opłatka. Jeśli znajdę, to włożę w list, jeśli nie, to choć tak myślą przełamcie się ze mną!
[dopisek na górnym marginesie drugiej strony:]
Mam tu mały pokój wzięty na miesiąc za 35 flor[enów] w Hotelu Centralnym. Z okien widok cudny: Brama Floriańska, rondel7, wieże mariackie i Planty.
[dopisek na lewym marginesie trzeciej strony:]
Czy Reicher z Katowic8 i Reicher z Aleks[androwa]9 to jedno?
[dopisek na górnym marginesie trzeciej strony:]
A Wasze mieszkanko jak się w dalszym ciągu okazuje? Lorentowicz zakłada „Gazetę Nową”10, w Warsz[awie] Simon11 miał wydawać „Pracę Polską”12, ale to klapło.
[dopisek na górnym marginesie czwartej strony:]
Adresujcie: Kraków. Hotel Centralny.
Bywajcie zdrowi!
[dopisek na lewym marginesie czwartej strony:]
Ściana stajni, odbudowana kosztem 400 koron, rozwaliła się w Żarnowcu od pierwszego wiatru. Wierzysz?