Droga Miszuniu!
Posyłam pod Twoim adresem list do Zośki, jako nie jestem pewna, czy już są w Ark[adii] czy nie, a chodzi mi o to, żeby go otrzymała, z powodu owych stu rubli, które posłała, a że dotąd nie przyszły, więc je reklamować trzeba.
Dziękuję Ci za Twój poczciwy list, droga Miszuniu! „A co, Oleńka, a co?” - jak mówi Kmicic, to Ci mnie w „Kurierze [Warszawskim]” za Krzyżaków schwalili. Ściągnęłam rękopis z Warszawy i myślę, do której gazety galicyjskiej dać, żeby wyszło nieposzarpane. Nie zapłacą pewno nic, bo to wygodni panowie, ale przynajmniej będę miała wydrukowane, to wtedy i Wam poślę.
Mróz ścisnął nas tak, ze strach. Nie! Już ja się chyba nie zdecyduję na drugą taką zimę. I to gardło znów płukać muszę ciągle, i kaszel; człowiek swobodnie myśleć nie może w taki mróz. Zmiłuj się, jak ta „Chimera” Miriama wyjdzie, przyślij jakiś numer. Zdaje mi się, że to będzie głównie kramik z przekładami tego poczciwego tłumacza, który się nigdy nad poziom naśladownictwa nie umiał wznieść, więc się tak rękami i nogami trzyma tych obcych wzorów. No, będzie i falanga z „Życia”. Tylko - czemu oni tak ciągle gadają, a tak nic nie tworzą pięknego?
D[okto]r Szuman - ten poznańczyk - odwiedza nas jeszcze od czasu do czasu i zawsze jakąś receptę zostawia. Gdybym to wszystko chciała brać!... Ale nie biorę, i to mnie zbawia.
[dopisek na górnym marginesie drugiej strony:]
Ściskam Was oboje najserdeczniej. Stach dawno nie napisał do mnie.
[dopisek na lewym marginesie drugiej strony:]
Janków i dzieci bardzo całuję!
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
A 12. już za sześć dni tylko. I wszyscy tam będą i moja dusza także.