Listy z roku 1898

Do Zofii i Bronisława Królikowskich
Schottwien, 20.12.1898
Rps BUW nr 1425

Kochana Zosieńko i kochany Bolku!
Przełamuję się z Wami tym kawałkiem opłatka, zdobytym aż z Krakowa, i bardzo, bardzo serdecznie Was ściskam! Niechże Wam się lepiej dzieje niż dotąd! Wy tylko zostańcie tacy sami, a dola - niech się na lepszą odmieni!
Biedny Zosinek! To miał co nie miara smutków!... A jak się dobrze znasz, ze jak bieda, to harda dusza przeciw niej, a dopiero po biedzie - het! Ogromnie mi żal było i Ciebie, i tego tam biedactwa, choć jemu to może i lepiej, zważywszy, iz życie nie jest poematem. Więc teraz już mi bądźcie zdrowi i weseli! A na kwiecień - jeśliby – czego nie daj losie - było tego trzeba czy tez nie trzeba, a tylko dla uspokojenia się na zawsze bardzo Was oczekuję w Wiedniu i do Neussera ruszamy! A, Zośka, mi niepotrzebnie odsyłałaś te pieniądze, kiedy Wam teraz była bieda, bo akurat mogłam się bez nich obejść. Ale o czym nie wiecie, ze ja piszę ze wsi, z takiego zakąta górskiego, gdzie świat deskami zabity i kolej nie dochodzi, a ze z góry w dół strasznie stromo, więc i furmanek nie ma ze stacji, tylko pieszo trzeba lecieć. Znalazłam się tu dla kilkudniowego wypoczynku. Szalony kaszel mnie męczył, a w dodatku fabryka całą noc huczała mi nad głową - więc tak mnie to zdenerowało - ze na amen. Więc znany z jakiejś poprzedniej
wycieczki zakąt ten wypatrzyłam sobie i tu siedzę już szósty dzień. Dookoła skały, bory, mieścina w jarze takim, ze zupełnie ściśnięta. Z okna widzę, jak wiewiórki śmigają po świerkach i sosnach, bo tylko iglaste drzewa tu są. Na niższe szczyty wszędzie dróżki dobre, choć nieraz bardzo strome prowadzą, są ławki dla wypoczynku i już kilka takich ekskursji zrobiłam. Z jedzeniem trochę przykro, bo drogo, więc
się obywać trzeba. Ale wzięłam z Wiednia nieco prowiantu i to mnie ratuje. Dziś spotkałam 3 sarny w lesie. Wrzosy kwitną, jest tak ciepło i zielono, ze strach. Był śnieg i duży, ale krótko leżał. Teraz jest jak wiosna. Żałuję, ze Dulębianka nie mogła tu ze mną zostać - tylko mnie odprowadziła. Ale właśnie kończyć musiała portret owego Żydziątka - bo to na gwiazdkę - i trzeba było wracać do Wiednia. I ja za dwa dni już wracam - choć to jeszcze kaszlę bardzo. Ale cóż - kosztuje to siedzieć w takim hoteliku, choć małym. Zawsze jednak muszę tu brać kawę rano i kawałek mięsa na obiad. Ograniczam, jak mogę, ten wydatek.
Pisał mi Janek, ze może będziecie na święta w Kapitule. Bardzo bym rada. Bo najpierw troszkę Wy i troszkę on by się rozerwał, i Bolek by choć parę dni odpoczął, a potem miałabym od Ciebie, Zośko, świeże wiadomości o malcach. Janek nie ma czasu pisać, Jadwiga też nieskora, a ogromnie jestem ciekawa, mego Januszka zwłaszcza!
Strasznie miły dzieciaczyna! Więc mi musisz dużo o nich napisać!
Całuję Was najserdeczniej i bądźcie mi zdrowi i weseli!
M.K

[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
A jak tam z lekcjami? A co z domem Iwanowa?