Moja droga Zośko!
A to tam u Was nigdy kłopotów nie brak; bo ot i to maleństwo! Ogromnie przykra rzecz, choć dla takiego drobiazgu i lepiej może, że się z życiem borykać nie będzie. Umiera - bez obawy śmierci, bez oczekiwania jej, nie wiedząc, ze coś traci, od czegoś odchodzi. Ale Tobie było ciężko, to rozumiem. Każde przywiązanie jest źródłem jakiegoś cierpienia. Ale brak przywiązania jakiegokolwiek - też nie rozkosz.
Jak się ma Bolek? Ty, Zośko, oszczędzaj sił i zdrowia. Nie masz go nadto. A z przyjazdem do Wiednia szykujcie się na drugą połowę kwietnia, bo my pewno mieszkania dłużej jak do 1 maja mieć nie będziemy. Nawprowadzało się masami Żydów - to raz; a drugi raz, tu kwartał nowy zaczyna się od maja; więc zostając na maj, trzeba by trzymać mieszkanie przez czerwiec i lipiec - co jest niepodobna rzecz w Wiedniu. Więc, drogie dziecko, od połowy kwietnia albo jak Wam dogodniej, to i wcześniej, będę Was bardzo oczekiwała. Choćby też o wyjazd Bolka szło gdzie do wód, to pierwszy wiosenny sezon znacznie tańszy niż późniejszy. W Niemczech na przykład dopiero od maja są pobierane opłaty za kurację (Kurtaksy) i za muzykę, a to jest różnica. W Austrii też mieszkania w miejscach kąpielowych dopiero w maju są droższe. Wszystko to rozważcie pięknie - a gdyby - co nie daj losie - miało się Bolkowi pogorszyć, to nie czekajcie kwietnia ani wiosny, tylko przyjeżdżajcie. Toć to nie Ukraina. Zobaczycie, jak Wam tu będzie dobrze, choć może trochę twardo spać będzie, ale cicho i ciemno, żebyś, Zośko, wyspać się mogła. Co tam u Was nowego słychać? Z Kapituły mało wieści, od Lory - że jej się nudzi. No, niech tylko będzie zdrowa, bo „od nudów jeszcze nikt nie umarł” - tak jak „od śmiechu”. Stach tryumfuje ze swoją powieścią1! A kto wie?... Może być w nim „iskra boża”.
Tu mgła i błoto teraz. Ale trafiają się dnie ładne. W przeszłym tygodniu zrobiłyśmy wycieczkę pieszą na dwa dni: pół godziny koleją z Wiednia, a potem cały dzień pieszo do Heiligenkreuz, gdzie ogromny klasztor cystersów z IX wieku (prześliczna architektura i groby królewskie Babenbergów, panujących w Austrii przed Habsburgami) - potem, nocą już prawie i przez las do Meyerlingu, tam, gdzie Rudolf i Vetsera zginęli - zwiedziłyśmy rano (nocleg w oberży wiejskiej) kaplicę przerobioną z sypialnego pokoju, gdzie się zabił czy zabity został - klasztor przerobiony z zameczku łowieckiego, pomnik w ogrodzie, grobowiec Vetsery - i znów pieszo poszłyśmy przez lasy i góry do Baden, miejsca kąpielowego, skąd znów koleją do Wiednia. Żywność miałyśmy z sobą, popijając tylko kawę, gdzie się dało. Wróciłyśmy z zapasem uzbieranych w lesie rydzów, których tu nie jadają i mają za trujące grzyby - osły!
Całuję Was najserdeczniej. Pisz, droga Zośko, dużo o sobie i swoich. Bywajcie zdrowi!
M. K
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Skończyłam teraz (po Beigeracu3) tłumaczyć Mistrza z Palmiry4 - dla teatru warszawskiego.
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
Co do Powązek masz rację. To trzeba do wiosny zostawić. Byłoby dobrze, gdyby Bolek zająć się tym mógł - niby umówić się o tę robotę. Bardzo o to proszę.
M
[dopisek na górnych marginesach drugiej i trzeciej strony:]
Od Dulębianki serdeczne pozdrowienia. Dostała obstalunek na dwa portrety. Jak skończy, to może na styczeń albo luty gdzie do słońca trochę się puścimy.