Moja droga Zosieńko! I za te parę słówek Ci dziękuję, bo mnie pocieszyły, żeś zdrowsza, a przynajmniej, żeś silniejsza. Ja zawsze utrzymuję, że Tobie tylko snu i posilnego jedzenia trzeba - a będzie dobrze.
Lora jakąś tam biedę znów przebyła w święta, jakby jej co brakowało jeszcze! Ale miałam dziś właśnie list, że już dobrze.
Ja święta przepracowałam tak, że nie wychodziłam prawie. Dulęb[ianka] była u siostry w Krakowie przez tydzień, posługaczce też na tydzień dałam abszyt, nie potrzebowałam gotować, bo było co przygrzewać, tyle się resztek nazbierało, więc zagłębiłam się w robotę, przeczytałam jeszcze moc różnych źródeł i pisałam. Mnie się zdaje, że ja to za sumiennie robię. Trzeba mi było tak po dziennikarsku rzecz tę traktować, toby mi się opłaciła. A tak - wątpię, czy mi się opłaci. Ale będę miała zadowolenie własne - to dużo znaczy.
St[anisław] Leszczyński oświadczył gotowość prowadzenia moich interesów w Warszawie, wiesz, ten adwokat. Bardzom rada, bo obcy śmiało wszędzie wystąpi i może mnie od tych wyzysków trochę ochroni.
Wiedeń siaki taki, ale i tak kaszlę. Mgła. Żeby nie mgła, byłoby wcale nieźle. Tak trzeba palić lampę we dnie ku południowi nieraz, no, i oddychać także. Miałam drzewko duże, miałam cukierków i pierników moc, wszystko to dary. Prócz tego filiżaneczka na porcelanowej tacce i takiż imbryczek - wszystko ślicznie malowane. To od Poznańskich ze Lwowa. A z Warsz[awy] od Machwitzów: notes, na nim lira, okładka z kory brzozowej. Marzę o tym, żeby na lato wpaść na Litwę. A co, Zośka, żeby tak razem? Do Tuhanowicz, do Zaosia, do Nowogródka? A co Bolek?
Całuję Was najserdeczniej
M. K
Drodzy moi
Oto leżał ten liścina z tydzień chyba. A ja przez ten czas nogą z domu ruszyć nie mogłam, taki wicher. Tam u nas pojęcia nie ma o czymś podobnym. Najsilniejsza nasza wichura to „azorek” (zefirek) w porównaniu z tym, co się tu dzieje. Telegrafy popsute, szyldy pozrywane, miasto opustoszało, bo ludzi porywa i rzuca nimi, omnibusy przewraca, tylko tramwaje dobrze wytrzymują ten wicher. Mnie po prostu oddech zatyka, nawet w początkach i teraz, kiedy już ustaje. Na dobitek nie mogłam i dotąd nie mogę palić w piecu, bo ogień z dymem cały bucha na pokój. Tak w nie- opalonym siedzieć trzeba. Na noc nic, bo się okryć można futrem na derkę, ale w dzień ciężko pisać. Chwała Bogu, że w kuchni się nie dymi i że gotować można. Obiecuję sobie solennie, jak tylko skończę robotę dla „Kuriera” i dostanę pieniądze, pojechać gdzie, odetchnąć trochę.
A z Leszczyńskim to tak, że pisała do niego p[ani] Zofia Poznańska ze Lwowa o to, bo jej szło, żeby mnie tak nie wyzyskiwali, i on się, poczciwy, chętnie zgodził. I ja myślę, że tak będzie lepiej.
Całuję Was oboje serdecznie!
M K
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Niechże Wam się w tym nowym roku jak najlepiej dzieje - Amen!
[dopisek na lewym marginesie czwartej strony:]
Jak Ty myślisz, czy napisać do panny Jabłonowskiej?