Kochane bąki!
Czy nie walicie przypadkiem do Janków na święta? We Lwowie jeszcze słyszałam od p[ana] Stanisława, ze pragną Was tam ściągnąć, ale taka podróż w zimie dla Zośki zdała mi się ryzykowną. Do Łowicza to co innego. Podobno i Stasiek tam będzie - to go przecież rozruszajcie trochę - w stronę Dębska. Tak mi żal, ze nie mam opłatka, żeby się z Wami choć z daleka przełamać, ale tu tylko w cukierni albo w aptece opłatek znaleźć można. Cóż po takim!
Jaka tam zima u Was? Jak ze zdrowiem Waszym i ojca? Ja ani rusz kaszlu srogiego zbyć nie mogę. W ogóle na spacerze nad morzem mnie tylko słychać, jak kaszlę: tak więc robię honory Nicei jako miejsca kuracyjnego. Zresztą zdaje się, ze ludzie tu raczej dla zabawy niż dla zdrowia siedzą. Damy poelegantowane do figury, w niemożliwych kapeluszach - panowie (panów mniej znacznie) - także jak z żurnala. Właściwie jednego tylko chorego widziałam (na poczcie posyłał telegram) - ale jakiego! Trup chodzący - z wrażenia po tym widoku cały dzień mi było niedobrze. Słońca mam w pokoju mało, bo zła strona mego mieszkania - marznę tez w nim porządnie, o ile nie wyjdę ogrzać się na ulicę. Zawczasu oglądam się, czy gdzie lepszego nie ujrzę. Ale te na samo południe - ogromnie drogie. Żeby chociaż wschodnie słońce, ranne mieć - mój Boże! A Wy, dwa biedaczki, i to zachodnie byście mile przyjęli - bo jest ono choć krótkim, ale codziennym tu gościem. Żywego ducha znajomego nie mam - i całymi tygodniami nie mówię z nikim, prócz paru słów ze służącą. Jest więc smutno. Na święta chyba się gdzie wypuszczę, do San Remo (o dwie godzin[y] stąd) albo co... Bo w Wigilię chodzą osobne zupełnie specjalne mary smutku - i nękają człowieka nadzwyczajnie.
Wy chociaż bądźcie mi tam weseli, zdrowi, szczęśliwi! Niech Wam rosną kwiaty i niech się spełnią Wasze pragnienia!
Całuję Was najserdeczniej - piszcie dużo i prędko. Ojca pozdrawiam i wesołych świąt życzę.
M.K
Do mojego wyjazdu z Nicei mogłaby się ta jeszcze okoliczność przyczynić. Mieszkam teraz w całym apartamencie, bo pustkami stoi, a płacę za jeden pokój. Jaki tez to i apartament, dwa pokoje, kuchnia i przedpokój. Ale teraz przy zjeździe na sezon ciągle i to oglądają. Więc jeśli najęte zostanie to mieszkanko, to ja już innego w drożyźnie obecnej szukać tu nie będę i tak się pakować i przeprowadzać to mi się nie opłaci. Umowy tu nie mam miesięcznej, bo chcieli nająć na cały sezon - i trzeba by było z góry płacić, jak tu zwyczaj. A tak - mieszkam, póki nie najmie kto, i płacę za pięć dni z góry 10 franków - to mi jest dogodniej, ale zarazem trzyma mnie na wylocie, jak wróbla na dachu. Któregoś dnia poszłam na jedną z oddaleńszych ulic przepatrzyć na wypadek pokoje. Nie osobny, ale wśród innych, i bez oddzielnego wejścia sto franków miesięcznie. Tu ludzie głowy tracą, bo to karnawał, biorą podobno 40 franków za okno podczas maskaradowych pochodów.
[nad datą dopisany adres:]
Rue Gubernatis N. 6.