Moja droga dziecino!
Jakże już dawno nie wiem, co się u Was dzieje! Musisz bardzo długi list napisać, żeby to zrównoważyć, i dużo mi szczegółów o Was wszystkich donieść. Jak się przede wszystkim masz Ty, jak Bolek, jak Stasiek i co porabiacie. Ojciec wiem, że był w Warszawie, bo mi donosiła Lora; ale o Was - nic a nic - i od tak dawna.
Przybywszy do Rzymu, zastałam tu już pokój wyszukany przez Zosię Machwitz1, tak że do hotelu nie zajeżdżałam wcale. Pokój okazał się niezły, ale 1o jest na 5. piętrze, i to tak wysokich, śliskich i stromych schodów (marmurowych wprawdzie), że zdaje się człowiek nigdy nie zajdzie. A piętro nazywa się trzecie, bo parter jest na wysokości 35 stopni, potem 1., potem mezzanino 2, potem 2., a dopiero po czwartych antresolach - tzw. trzecie - a właściwie 5. Pokój jest bez pieca. Mieliśmy słońce dotąd, więc było ciepło; ale od trzech dni deszcz pada i pochmurno, więc ręce grabieją przy pisaniu, a od kamiennej podłogi ciągnie. Tu zwyczaj jest dawać grube dywany na cały pokój; ale to ludzie ubodzy, od których odnajmuję pomieszkanie [!], dywanu sami nie mają, więc i ja już tak razem z nimi znosić muszę. Powietrze za to wyborne, bo jedno okno (na południe) wychodzi na plac duży i na Monte Pincio, który to ogród jest miejscem spacerowym Rzymu, leży na wysokim wzgórzu, zarosłym piniami, tam i muzyka grywa parę razy w tydzień; a drugie okno wychodzi na willę i park Borghesów, teraz jeszcze niezbyt zielony, bo drzew iglastych w nim nie tyle co na Pincio. Ta willa ma piękną galerię obrazów i rzeźb, a park przeszło 6 kilometrów dokoła służy powozom za korso.
Rzym o tyle się zmienił, ze mu przybyło dużo nowych domów, ale te odstają na nim, jak źle przyszyte nowe łaty na dziadowskim płaszczu. Nie mogę tez znaleźć tych samych wrażeń, jakie tu miałam, będąc raz pierwszy. Kościoły poodnawiane, wiele straciły na dawnej powadze. W każdym by można teraz dać raut... Mówię o głównych bazylikach; bo o inne nikt tu tak bardzo nie dba. Przybył kościół św. Joachima, jubileuszowy, dla papieża postawiony. Jest b[ardzo] piękny jako dzieło architektury, a b[ardzo] mądry i polityczny, jako dzieło dyplomacji. Najpierw stoi tam, gdzie rząd odkrył stare rudery i zwalił, a popostawiał kazamaty żołnierskie, utworzył „plac Wolności” itp. Otóż wybudowanie kościoła w tym miejscu zrównoważa wpływy widzialne obu partii: czarnych i białych, czyli papieskiej i królewskiej. Bój ten trwa tu w najlepsze. Następnie na fasadzie kościelnej umieszczono wielką mozaikę, przez szerokość głównej nawy idącą - z zewnątrz, która przedstawia hołd narodów składany papieżowi, na wynagrodzenie ucisku, jakiego doznaje w Rzymie. Więc Leon XIII zrywa się tam z tronu i skłania ku upadającym mu do nóg różnym nacjom, biało, czarno i czerwonoskórym, w piórach, w hełmach, w obręczach złotych na nogach - słowem - całego świata. Pod fryzem tym - prawdziwym dziełem sztuki, jest portal i wgłębienie tej formy [rysunek], a te kropki - tylko ze ich oczywiście dużo więcej, to medaliony mozaikowe, na których są wymienione ludy, które kościół przygarnia i którymi się opiekuje. Jest tam Francja i Włochy na pierwszym miejscu, za tym Anglia, Niemcy, Austria, Węgry, Hiszpania - no i cała Europa; potem Stany Ameryki, potem Azja, Afryka, Australia, a nie ma: Polski! Oczywiście! Po co słabi tu, kiedy papieżowi potrzeba mocnych przyjaciół i potężnych. Okropnie przykro na to patrzeć, jak raz jeszcze dokonano tu rozbioru Polski, wpakowawszy ją w gardziel Rosji i Niemców. I zważcie! Jest schizma, są lutrzy, a tych - co sami jedni w Europie cierpią dziś prześladowanie za wiarę - nie ma.
Uspokoić się nie mogłam po zwiedzeniu tego kościoła i napisałam list do zmartwychwstańców, który kiedyś Wam dam poznać. Tak, tak! Smutno być Polakiem w Rzymie, w którym ślady bytności Izwolskiego tak są widoczne.
Pode mną o dwa piętra mieszkają Rygierowie. Jakoś mi trudno do nich iść, bo myślę, ze on się chyba wstydzi za swoje fiasko z pomnikiem Mickiewicza6. Bo cóż?
Przyjdę, to albo ja będę czuła, ze oni o tym myślą, albo oni będą czuli, ze ja o tym myślę. Więc trudna pozycja jest. Ale przecież odwiedzę ich chociaż z raz przed wyjazdem. Innych Polaków brak tutaj z tych, których przed paru laty poznałam. Wołyński nie żyje; trzeba mi się dowiedzieć, co się stało z Muzeum Kopernika w Collegio Romano po śmierci Wołyńskiego. Do Biblioteki Polskiej, pomieszczonej niedaleko Panteonu zachodziłam, ale zamknięta była.
Za pokój płacę 30 fr[anków], to jest 9 rubli, za usługę 5 fr[anków] - na opał nie wydaję - bo nie ma pieca, więc się żyje jakoś. Bieda u mnie panuje wprost akademicka. Co mi tu przykre, to ze spirytus do palenia jest drogi. No, nie tak jak u nas, ale zawsze drogi, bo litr kosztuje 2 fr[anki] 50 centym[ów]. Więc oszczędzać w ogóle trzeba na gotowaniu w domu, co jest b[ardzo] niewygodne. Gospodyni moja zagrzewa mi wodę rano i na wieczór, ja ją zagotowywam prędko i robię sobie herbatę i kawę. Jem tez jajka, karczochy, sałatę, bułki, pomarańcze, figi, bo to wszystko tanie. Czasem kawałek jakiegoś jagniaka sobie usmażę (wołowina strasznie droga) i dobrze. Marki pocztowe tez b[ardzo] drogie - za jedną można od biedy obiad w domu mieć.
Dulębianka pisze, ze zaczęła już portret damy jakiejś w Symferopolu, więc może się i więcej obstalunków znajdzie.
Bądźcie mi zdrowe, moje drogie dzieciaki! Pisz, Zośko, jak najprędzej, adresuj: Roma, Palazzo Valli (tu kazda nowa kamienica nazywa się „palazzo”) fuori Porta del Popolo.
Całuję Was najserdeczniej i proszę o rychłe wieści i obszerne.
MK
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
Razem do Was piszę, zeby i Stasiek tez przeczytał.