Listy z roku 1894

Do Zofii Królikowskiej
Gorycja, 3.01.1894
Rps BUW nr 1425

Od trzech dni jestem w Gorycji, marznę na szesnastostopniowym suchym mrozie i wygrzewam się na słońcu. Powietrze jasne, suche, lekko się oddycha i mniej 4 bułeczki 5 cent[ów]. kaszle. Myślę, że będzie mi tu zaraz lepiej na piersi; dookoła góry, las, poziom wysoki, morze blisko gdzieś, życie tańsze niż w Wiedniu. Tam np. bułeczka centy, a tu…
Jak inne rzeczy, nie wiem, bo czekając, aż mi co przyślą z Warsz[awy], mieszkam w hotelu jeszcze. Prawie z niczym wyjechałam z Wiednia, ale by tam znów mieszkanie na miesiąc trzeba było brać, a coraz gorzej było z moim kaszlem. Więc zaryzykowałam. Nie żałuję, jak dotąd ale strasznie samotnie tutaj. Lud mówi po włosku, reszta po niemiecku. Szyldy włoskie, nazwy ulic też, sama nie wiem, dlaczego to się jeszcze Austria nazywa. Położenie śliczne, tylko dziś porwał się wicher bora, postrach tutejszy. Pył z wapiennego kamienia, jakim tu drogi wyłożono, tumanem białym świat zakrywa. Konie uciekają z wozami, tak że furmani kładą im na łby dery, żeby nie widziały, jak się taki słup bory, jak trąba, zbliża. Dziś też nie wychodzę z mieszkania, żeby tym nie oddychać. Pisz, droga Zośko, M.K. poste restante Gorz.
Całuję Was serdecznie i szczęścia w tym roku nowym życzę. Bądźcie zdrowi.
M.