Moja droga Zosieńko
Całym sercem łamię się z Tobą i z Bolkiem tym opłatkiem. Daj Wam, Boże, zdrowie i spokój!
Wygadałam Cię trochę, Zośko, ostatnim razem za Twoje oszczędności na słudze, ale wierz mi, że miałam rację. No, jakże się zdecydowałaś w tym przedmiocie nareszcie? Jakże Wy tam Wilię spędzicie? Może w Warszawie? W takim razie i z Lorą zobaczysz się, Zośko. Napiszże mi swoje bezpośrednie wrażenia co do jej wyglądu, humoru, sił, kaszlu i w ogóle całego stanu zdrowia. Proszę Cię o to bardzo i nie żałuj mi szczegółów, bo gdy mi ich brak, to pustkę tę własnym niepokojem wypełniam.
Jeśli po Nowym Roku mieć będę trochę pieniędzy, to wyjadę z Wiednia do Gorycji, gdzie wprawdzie nie będę miała żadnego towarzystwa, ale bardzo dobre powietrze, co może mi wreszcie zmniejszy ten uparty i męczący mnie po nocach kaszel. Tu influenza grasuje okropnie, powietrze ni mroźne, ni ciepłe, tylko wilgoć przenikliwa i zimna, gęsta mgła szkaradne miasto! Polaków pełno, ale albo rozdwojeni między sobą żyją, albo każdy zajęty pracą, na komunikowanie się szersze nie ma czasu. Emilka pisała świeżo do mnie. Ja znów poleciłam ją listownie pani Dickstein. Może się co uda znaleźć dla niej. Kanarek mój ogromnie się oswoił. Kąpie się co dzień w takiej szklanej łazieneczce, oprawnej w blachę, jak latarka bez drzwiczek, która się u wylotu klatki zahacza. Piszę Ci to, żebyś i swemu Zusiowi tak urządziła.
Całuję Cię raz jeszcze najserdeczniej, moja droga Zośko, i Bolka pozdrawiam.
M.K.
[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Nie wiem, gdzie Stasiek będzie na święta? A czy na 12. będzie w Warsz[awie]?