Moje drogie Bolki!
Z kim mam zakończyć ten rok stary, jeżeli nie z Wami? Wszyscy tu się garną do siebie, w ten wieczór ostatni; świeżo wróciłam z miasta: bandy chodzą po ulicach z muzyką, z kwiatami, śpiewami, wszystkie chodniki zajęte przez pijących kawę i koniak przed cukierniami, które są tak oświetlone, jak na wielką uroczystość. Dopiero co przez bulwar Victora Hugo przejechał król Dahomeju (maskaradowy) z Amazonkami, aby zdać Francji triumfującą stolicę swoją1 reprezentował on zarazem rok stary i nowe rządy przychodzącego roku. Nie widziałam tej hecy, ale przechodząc, nie mogłam się przecisnąć przez tłum, który po niej został na bulwarze.
W sklepach ruch gorączkowy: najgorsze zleżałe graty powystawiali, wyświeżywszy je naprędce; czego kto nie sprzeda teraz na noworoczne podarunki, tego nie sprzeda i potem. Na punkcie podarunków czysta panuje tu wariacja; szkoda, że muszą być wzajemne, a rewanż należy się wspanialszy dawać. Szczęśliwi ci, co jak ja poprzestać mogą na stróżce (z całą rodziną), na listonoszu, praczce i mleczarzu. Inni mają jeszcze przyjaciół i znajomych. Czy jest w tym wszystkim serce? Wątpię. Francuz jest zimny, praktyczny, wyrachowany; daje, bo wie, że mu też coś dadzą. Nie lubię tych ludzi.
Ale nie mówmy o nich; mówmy raczej o Was i o sobie. Jakie też to Wasze mieszkanko okazuje się na zimę? Ciepłe? A gospodarstwo, czy je w domu teraz prowadzicie? Bardzo wiele rzeczy chciałabym wiedzieć o Was, o Waszym położeniu obecnym, jak tam Bolkowi idzie robota, jakie ma nadzieje, czy jeszcze zawsze marzycie o kawałku ziemi? I jak by to można uskutecznić? Niczego Wam też z tym Nowym Rokiem nie życzę tak gorąco, jak zdrowia obojgu i tego kawałka ziemi do wdzięcznej pracy. Kiedy sobie pomyślę, co to takich kawałków wykroić by można było z Bronowa, to i gorzko, i śmiesznie się robi. Co to zmarnowanego pola pracy! Inaczej by to było wszystko, gdy[by] ta ziemia nie poszła z rąk na stracenie.
Do Staśka pisałam; mam nadzieję, że nie zlekceważy mego listu. Tak, tak, macie Wy słuszność! Stasiek nie jest takim człowiekiem, który się sercem rządzi. Oby tylko choć dla siebie sam miał rozum, a dla nas wszystkich wzgląd ambicji. Ale to chodzenie w cudzych rzeczach bardzo mi się nie podoba. Czekajmy, co też zrobi z tymi pieniędzmi. Istotnie, może nadto się nim zajmuję; czasem bieda bardziej na nogi podnosi, niż matczyna ręka. I do Janka w tych czasach pisałam, aby po bratersku ze Staśkiem pogadał o zasadach jego postępowania. O, jak mi to będzie smutno, jeśli na ślub ten nie będę mogła pojechać a zanosi się na to. Wczoraj byłam u konsula: za sam paszport muszę na granicy przy powrocie zapłacić 50 rubli. Czemuż oni nie chcą do wiosny zaczekać!
Bądźcie mi zdrowi, moi najdrożsi.
M.K.
[dopisek na górnym marginesie pierwszej strony:]
Więc jak to było? Czy Ty Stasiowi dałaś te pieniądze, czy on je odebrał sam? Donieś mi, Zośko, zaraz, czy dał jeszcze drugie 5 rubli dla ojca i dwa na mszę, i dla Bańk[owskiego]. Pisałam o to.