Listy z roku 1892

Do Zofii i Bolesława Królikowskich
Zurych, 9.01.1892
Rps BUW nr 1425

Moje drogie dzieci!
Jakże ja bym chciała w tych ciężkich dniach być razem tam z Wami! Tu mi każda godzina ciężka w samotności. Połóżcie mu tam, naszemu drogiemu i ode mnie jaki wianuszek; będzie tam cała dusza moja przy mogile tej z Wami. Emilkę uściskajcie ode mnie, Zosiu, dobrze się z nią rozmów o jej zdrowiu. Może trzeba, żeby się poradziła lekarza, to niech koniecznie idzie, póki ma sposobność w Warszawie. Lorka niech, idąc na Powązki, ciepło się ubierze; w buty niech włoży bibuły w kilkoro, to nóg nie zaziębi. Jak się miewa i gdzie teraz mieszka Stasiek? Pamiętajcie wszyscy o swoim zdrowiu. Czy Bolek jeszcze kaszle? Ja zgubiłam stary mój kaszel w Mediolanie, chodząc z rana boso i maczając nogi w bardzo zimnej wodzie. Ale to trochę ryzykowne lekarstwo. Dopiero od dwóch dni znalazłam pokój. Jest duży, z balkonem i weneckim oknem, w domu świeżo ukończonym. Na trzech piętrach mieszkam zupełnie sama: parter tylko zajmuje jakaś rodzina robotnicza, od której wynajęłam konieczne sprzęty i mam z nich posługę. Adresujcie: Neptunstrasse 10. Byłoby to nieznośnym tak mieszkać, gdyby nie dwie rzeczy: taniość i bliskość Dulębów, którzy mieszkają o trzy domy dalej; a ponieważ ulica zabudowywa się dopiero i nie jest dla ruchu otwartą, więc można, jak na wsi, chodzić po niej bez kapelusza, chustkę tylko zarzuciwszy na siebie. Śniegi ogromne tu spadły. Okno mam ku Uetliberg i z tej wysokości widać góry dobrze.
Drodzy moi, piszcie prędko do mnie.
Całuję Was najserdeczniej!
M.K.