Listy z roku 1889

Do Zofii Konopnickiej
Warszawa, 8.01.1889
Rps BUW nr 1425

Kochana Zośko!
Dawno już nie pisałam do Ciebie, ale wiesz, święta, potem wyprawienie Lorki dużo zajęło czasu.
Znalazła Lorka bardzo dobre miejsce. Dziewczynka jedna, lat 14, dość surowa, dom zamożny, dosyć ożywiony, pensja w stosunku 300 rubli rocznie (zgodzono się do października), pokój z elewką, fortepian w tymże pokoju, 7 godzin z dwiema pauzami pracy, stół bardzo wykwintny itd. Sama pani niezmiernie wesoła i od razu polubiła bardzo Lorkę. Lorka pisze listy zachwycona i nią, i w ogóle swoim położeniem, co mnie niezmiernie cieszy, tym bardziej, że dom ten był tak obgadany, jak sobie tego tylko życzyć można. Ale zrobiłyśmy jedynie bardzo naturalny wniosek: iż poprzednia nauczycielka, która tam była przez dwa tygodnie (stara baba) nie mogła nic dobrego powiedzieć o domu, gdzie jej nie dano drzemać i robić gipiury, jak to miała w chwalebnym zwyczaju, ale wymagano nauki. Nie mogła nic dobrego powiedzieć też o pani, której sama robiła uwagi już na wstępie, że nie umie się ze służbą obchodzić, a pani jej na to, że od dziś jest tylko na prawach gościa w jej domu. I to bardzo delikatnie, bo inna nie tak by jeszcze odpowiedziała na niepotrzebne wtrącanie się w nie swoje rzeczy. Otóż zważywszy to wszystko dobrze się stało, że na to babskie gadanie się nie zważało. Lorka dostała na wyjezdnym brązową spódniczkę z wyszywanym takimże trykotem, bardzo jej w tym dobrze. Kupiła zaś sama sobie kapelusz nowy, fartuszek czarny, rękawiczki i trochę drobiazgów.
Była też ze mną na Urielu Akoście. Zresztą święta przeszły w zupełnej ciszy. Zrazu przykro było Lorce, że nie jedzie do Łomży, ale jej to wyperswadowałam i zdaje mi się, że się dobrze stało. Otrzymała na Nowy Rok bilecik z powinszowaniem od Kazia. Ufa jeszcze ale już jest przygotowana nieco na zmianę.
Od Tadzia miałam dziś list. Grają tam teatr amatorski i pisze o komedyjki potrzebne mu przy tym. O losach Stasia prócz dobrych nadziei nic pewnego. Pisał przed dwoma dniami. Chce zaraz wziąć się do pracy, jak tylko z tą swoją sprawą zakończy.
Jankowi też naprzykrzyła się bezczynność. Trzeba mu będzie posłać pieniądze, aby mógł przyjechać do Warszawy i być w kilku młynach dla poszukania sobie miejsca.
Zresztą nic nowego. Pisanina ciągła i tyle. Bolek był w Wigilię i jeszcze raz w czasie świąt. Wyładniał, brodę zapuścił, był ubrany po cywilnemu; mówiliśmy naturalnie o waszej przyszłości i jesteśmy pełni dobrych nadziei.
Całuję Cię serdecznie, kochana Zośko. Staraj się być zdrową.

M.K.

[dopisek na lewym marginesie pierwszej strony:]
Odebrałaś już pewno przesyłkę. Jakże Ci leży kaftanek? Bo że ciepły, to pewna.